TIGI CATWALK CURLESQUE, CURLS ROCK AMPLIFIER - definiujący KREM DO LOKÓW


Dzień dobry w Nowym Roku!

Kilka dni mnie tu nie było, ale musiałam nabrać sił i zregenerować się do działania! :) 

Przyszła odpowiednia pora na zrecenzowanie bardzo popularnego i w dużej części lubianego kremu do loków, Tigi Catwalk Curlesque. Stylizatory stanowią nieodłączny element pielęgnacji kręconych włosów. Bez nich, w kilka chwil powstałby mega puch i szopa na głowie. Krem, o którym dzisiaj mowa z pewnością jest Wam znany. Jeżeli nie z własnych doświadczeń, to z opinii innych kręconowłosych. Jakie są moje odczucia wobec niego? Dowiecie się już za chwilę!



Tigi Curlesque posiadam od tegorocznych wakacji. Kupiłam go po Waszych propozycjach i świetnych opiniach. Moje włosy bardzo lubią kremy stylizujące, więc pomyślałam, że Tigi będzie dla mnie idealny. Bardzo spodobała mi się również jego szata graficzna, ma pazur!

Tigi Catwalk Curlesque nabyłam za pośrednictwem strony www.iperfumy.pl. Koszt to ok. 30 PLN/150 ml. Z pewnością znajdziecie go w innych sklepach internetowych bądź w dobrych hurtowaniach fryzjerskich.

Krem zamknięty jest w bardzo solidnym opakowaniu, identycznym jak Isana Pure Locken (różnią się oczywiście kolorami). Opakowanie wyposażone jest w pompkę ułatwiającą dozowanie produktu.




Skład:

Water, Polyquaternium-37CyclopentasiloxaneVP/DMAPA Acrylates Copolymer, Polyquaternium-11, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Fragrance (Parfum), Phenoxyethanol (konserwant), Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, C12-15 Alkyl Benzoate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej z nasion słonecznika), PPG-1 Tridaceth-6, Disodium EDTA, Alcohol Denat, PVP/Dimethylaminoethylmethacrylate Copolymer, Panthenol, Iodopropynyl Butylcarbamate (konserwant), Simmondsia /Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Butylene Glycol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Extract (wyciąg ze słonecznika), Chitosan (silnie nawilżający wielocukier), Bacopa Monniera Extract (wyciąg z  brahmi), Glycerin, Sodium Hydroxide (regulator pH), Hydroxyethylcellulose (regulator konsystencji), Butylphenyl Methylpropional, Amyl Cinnamal (jaśmin), Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool


Skład należy do tych dłuższych, co w nim znajdziemy? Dwa antystatyki, jeden silikon lotny, dwie substancje filmotwórcze, sporo emolientów (w tym oleje), dwa emulgatory, składniki aktywne w postaci ekstraktów/wyciągów, trzy humektanty oraz kilka kompozycji zapachowych. Jedynym kontrowersyjnym składnikiem tego stylizatora jest alkohol denat. Osobiście staram się go wykluczać z włosowej diety, jednak w tym kosmetyku dałam mu szansę. Niestety... w moim przypadku czuć jego działanie, co bardzo mnie zawiodło.
  
Konsystencja kremowa, zbita, nie lejąca się, ale delikatnie klejąca w kolorze białym. Wydaje mi się, że produkt na dłoniach zachowuje się podobnie do Renee Blanche Bheyse Curly Time, wydaje się być śliski? Tłusty? Coś w ten deseń. Na suchych włosach nie czuć, aby się kleiły lub były tłuste, za to duży plus!




Zapach Curlesque bardzo przypomina mi zapach szamponu dla dorosłych. Jak byłam dzieckiem właśnie tak pachniały dla mnie szampony mojej mamy, tak... poważnie! Zapach delikatny, odrobinę kwiatowy i słodki, ale wyjątkowy. Podoba mi się!

Krem dość dobrze rozprowadza się na włosach, dobrze się wchłania, dlatego należy uważać, bo można przesadzić z ilością.

Przejdźmy do mojej oceny...

Zanim w ogóle zrecenzuję jakiś produkt, używam go kilka bądź kilkanaście razy. Z tym było tak samo. Mogę śmiało powiedzieć, że zużyłam już 3/4 opakowania, na same "testy". Niestety, zawiodłam się. Po tylu pozytywnych opiniach myślałam, że Tigi naprawdę jest taki boski! W moich oczach wypada zwyczajnie, czasami nawet kiepsko. Bardzo często mam sklejone, postrączkowane loki, których nie idzie za chiny odgnieść. 
Curlesque używałam na różne sposoby: solo, w towarzystwie innego stylizatora lub odżywki b/s. Bezskutecznie. Loki nie były zdefiniowane tak, jakbym chciała. Ponadto po wysuszeniu stają się matowe i delikatnie szorstkie. Po kilku godzinach są nijakie. Często się puszą i mimo reanimacji nie są "do wyjścia". Źle się czuję, gdy użyję go do stylizacji. Mam ochotę założyć worek na głowę. Moja ocena - 3/5. Poniżej efekty. 
(PS. pierwszy raz na zdjęciach widać u mnie skórę głowy :( kiepsko)





Dla porównania poniżej zdjęcie loczków po innym stylizatorze, o którym już niebawem napiszę. :) Widać różnicę, prawda?





Pierwszy raz spotkałam się z takim efektem, po użyciu naprawdę polecanego i rzekomo dobrego, stylizatora. Krótko mówiąc - zawiodłam się.

Na swoje włosy zużywam ok. 3 pompek + niewielką ilość "dodatkowego stylizatora" (pasek 2-3 cm). Dzięki temu Tigi starcza mi na dłuuuugo, więc kolejny plus za wydajność. Kolejną butelkę na pewno KIEDYŚ sobie sprawię, dam mu jeszcze szansę. Być może moje loki muszą do niego dojrzeć. Nie jestem w stanie go Wam polecić, ponieważ u mnie totalnie się nie sprawdził. Jeżeli go testowaliście, dajcie znać jak się spisał!

Tym czasem kończę opakowanie, które posiadam i biorę się za testy nowych stylizatorów, które już nabyłam! A może Wy dacie mi jakieś propozycje kosmetyczne? :)

Buziaki Kochani! <3 



Bądź na bieżąco z postami! 
 
https://www.bloglovin.com/blogs/curlyclaudie-swiadoma-pielegnacja-kreconych-19171391

http://www.facebook.com/curlyclaudie

http://www.instagram.com/curlyclaudie
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz