Konsultacja hematologiczna - co dalej w sprawie wypadających włosów?


Cześć Kochani!

W ostatnim poście - włosowa aktualizacja grudnia, pisałam że wybieram się na konsultację do hematologa. Wizyta odbyła się we wtorek tj. 16.01.2018r. Muszę przyznać, że jestem totalnie załamana i zdruzgotana tym, co dzieje się w służbie zdrowia. Jeżeli jesteście ciekawi jak przebiegła wizyta, przeczytajcie post do samego końca!



Na wizytę czekałam dobre 1,5 miesiąca. Wydawałoby się, że to nie długo, jednak biorąc pod uwagę ilość włosów jaka mi wypada oraz mój stan psychiczny, ten czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu się doczekałam. Poszłam podekscytowana, uradowana, z nadzieją że specjalista hematolog w końcu mi pomoże! Gdy opisywałam swój problem na grupach wsparcia, większość zalecała konsultację właśnie z hematologiem - podobno się znają. Być może i się znają, ale nade mną wisi chyba jakaś klątwa, która nie pozwala na znalezienie DOBREGO specjalisty.

No nic...

Weszłam do gabinetu 2x3 metry, siadłam tyłkiem na krześle i zaczęłam swoją opowieść, po czym wręczyłam Pani doktor plik wyników badań. Od razu zaznaczyłam, że mam NISKĄ FERRYTYNĘ i zbyt WYSOKIE ŻELAZO, co może być skutkiem niewyleczonej anemii sprzed dwóch lat, co zasugerowała mi Pani trycholog podczas konsultacji (TUTAJ). Odniosłam dziwne wrażenie, że Pani siedząca przede mną puściła mimo uszu to, co mówię i gapiła w kartki z cyferkami, a koniec koców nie przejrzała wszystkich wyników, tylko zaledwie dwie strony... a jest ich tam chyba ze dwadzieścia.

To ja znowu o ferrytynie, lekarzach którzy mnie spławili i powiedzieli, że nie ma powodów do niepokoju, bo ta jest w normie, patrzę na kobietę i słyszę... "Ferrytyna jest niska, fakt, ale mieści się w granicach normy, więc wszystko jest w porządku. Żelaza nie mogę Pani przepisać, bo ma Pani je ponad normę, więc to wszystko wyklucza". To ja znowu do boju... Opowiadam o konsultacji z trychologiem, gdzie stwierdzono brak ukrwienia skóry głowy, opowiadam o objawach anemicznych, które dalej mi towarzyszą... "Martwi mnie zawyżona prolaktyna." - 35,98 w normach 5,8 - 26,53, wynik skonsultowany z dwoma ginekologami, żaden nie ma zastrzeżeń biorąc pod uwagę moje stresujące życie oraz stres związany z tym cholernym wypadaniem. Tłumaczę, jak to wygląda... a babeczka znów sprawiła wrażenie jakby myślała o tym, co zrobi dzisiaj na kolację.

No, ale nic... kazała mi się rozebrać do pasa, zdjąć biustonosz i przeszła do badania. Tu mnie poklepała, tam postukała, gdzie indziej powbijała palce, osłuchała i kazała się ubrać. Nic niepokojącego chyba nie zauważyła, bo nie powiedziała ani słowa, tylko odeszła do biurka z dziwnym podśmiechiwaniem się pod nosem.

Wzięła kartkę, na której napisała jakie badania mam powtórzyć w marcu. Hormony tarczycy, żelazo, transferynę i prolaktynę... To się jej pytam "Czy z tego co aktualnie ma przed sobą, ze wszystkich badań, których są tam dziesiątki, można coś wywnioskować? Jakaś przyczyna? Dlaczego mam za dużo miedzi i jak ją zbić? No i co z tą ferrytyną?", na co Pani "Tak jak mówię, proszę powtórzyć badania XYZ i przyjść do mnie w marcu". No dobrze, ale czy coś jest mi Pani w stanie już powiedzieć? Cokolwiek zasugerować? O co chodzi nawet z tą prolaktyną i ferrytyną? Kolejny uśmieszek i "zapraszam w marcu z tym, co Pani napisałam.". Wryło mnie... Nawet najmniejszej sugestii z jej strony. Żadnego podejrzenia, nakierowania na odpowiedni tok myślenia.

W tym momencie trzymałam już w rękach portfel, aby zapłacić za te kilka nieszczęsnych minut całe 120 PLN. Hematolog wybiła mi paragon, wręczyła, a ja jeszcze na nią patrzę i drążę temat, gadam i pytam... w końcu nie po to jej płacę, żeby wyjść praktycznie bez żadnej wiedzy, nie? Nie po to czekałam tyle czasu, aby wejść na 7 minut, zapłacić i wyjść.

Moje zachowanie chyba nie do końca spodobało się Pani doktor, bo zaczęła nerwowo siedzieć na krześle, jakby zaraz miała mnie udusić, że truję jej tyłek, a przecież kolejni pacjenci, kolejne pieniążki czekają na korytarzu. Na koniec rzuciła, "proszę jeść tran i wcierać czarną rzepę w skórę głowy.". No, ale co z bałaganem w wynikach? Przecież trzeba to jakoś unormować... Na razie nie jest w stanie nic mi powiedzieć, do póki nie przyjdę na kolejną wizytę z powtórzonymi badaniami i po raz kolejny nie zapłacę jej 120 PLN, a przecież mam dużo włosów i nie powinnam się tak tym przejmować.

Dociera do Was? Zapłaciłam swoje za kilka minut wizyty, czekałam miesiące, aby dowiedzieć się że mam wcierać czarną rzepę w skórę głowy? Przecież w internecie dowiem się o tym ZA DARMO! 

Jestem po prostu zdruzgotana i aż brak mi słów na to, co usłyszałam, co znów przeżyłam w kolejnym gabinecie lekarskim. Przed samym wejściem nasłuchałam się od pacjentów starszej daty, jaka to ta Pani jest cudowna, jaka boska, jak ratuje życie i zdrowie... szczerze? Odniosłam zupełnie inne wrażenie.

Z racji, że jestem już załamana i totalnie bezsilna, spędziłam przez ostatnie dni dobrych kilka godzin na czytaniu o podobnych problemach u innych ludzi. Wszystko dokładnie przeanalizowałam i wyciągnęłam wnioski... Wczoraj udałam się po receptę na preparat żelaza, mam zamiar zaopatrzyć się jeszcze w selen, dobrą witaminę B12 i ewentualnie większą dawkę cynku. Teraz jak coś pójdzie nie tak, przynajmniej nie będę obwiniała Bogu Ducha winnych lekarzy! Zobaczymy... może sama sobie pomogę?

Nie mogę pojąć tylko jednej rzeczy... jak osoby, które decydują się ratować ludzkie zdrowie i życie potrafią być tak nieodpowiedzialni, niepoważni i bez serca. A może to ich nowe, specjalistyczne metody leczenia? Szczerze, nie mam zamiaru się już nad tym rozwodzić... chyba czas przerzucić się na medycynę niekonwencjonalną, holistyczną, zacząć odymiać się kadzidłami i będzie cacy. W końcu ludzie kiedyś tak dawali sobie radę, byli zdrowi, pełni energii, a wielu z nich jeszcze chodzi po ziemi po dziś dzień.

Chyba zawarłam wszystko co miało miejsce na poprzedniej wizycie, w razie gdy coś mi się przypomni, uzupełnię post. 

Na dziś koniec moich żali i wypocin, życzę Wam, abyście NIGDY nie znaleźli się w podobnej sytuacji. Masa nerwów, tysiące, tak tysiące wydanych złotówek, tysiące zgubionych włosów i ta totalna bezradność... nie ma nic gorszego. Dlatego wszystkim Wam życzę mnóstwo zdrowia! Trzymajcie się ciepło!

Teraz coś bardziej przyjemnego, specjalnie dla Was! Na moim profilu na instagramie trwa mini konkurs dla włosomaniaczek! Nie tylko kręconowłosych :) Serdecznie zapraszam Was do wzięcia udziału. Macie czas do 31.01.2018r. Szczegóły w poście poniżej.
Witajcie Kochani! Ostatnio na story pisałam o konkursie na 1000 followersów. Liczba się utrzymała, więc i konkurs jest! 😊 Jedna, mini włosowa paczka już do zgarnięcia, a w niej: ☞ dwie maski: Organic Shop Awokado i Miód oraz O'Herbal z ekstraktem z arniki do włosów cienkich; ☞ peeling do skóry głowy z węglem i pestkami moreli, Marion; ☞ zestaw trzech gumek sprężynek w kolorze beżowym, Rossmann; ☞ silikonowy olejek/serum Kallos Cosmetics (idealny na końcówki); ☞ próbki widoczne na zdjęciu; Aby wziąć udział w konkursie, musisz być osobą pełnoletnią i mieć konto publiczne. Zasady konkursu: 1. ✔ Obserwować profil @curlyclaudie z konta publicznego. 2. ✔ Polubić zdjęcie konkursowe, w komentarzu zaprosić dwie osoby. 3. ✔ Udostępnić zdjęcie konkursowe (repost) na swoim profilu, przy czym oznaczyć na zdjęciu @curlyclaudie oraz w komentarzu #curlyclaudiekonkurs . UWAGA ❗❗❗❗ Dodatkowa szansa na wygraną (dodatkowy los ✔) - polubić fanpage Curly Claudie na facebooku. Nie biorę pod uwagi kont założonych jedynie pod konkursy. ❌ Konkurs trwa do 31.01.2018r. do godziny 23:59. Zwycięzcę ogłoszę nie później niż 7 dni od zakończenia konkursu. 🏅 Pokrywam koszty wysyłki na terenie Polski. W razie wysyłki za granicę, koszty leżą po stronie zwycięzcy. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam powodzenia! 💕 #curlyhair#curlygirl#curlynatural#curlyhead#curlyclaudie#naturalcurls#curls#curly#haircare#natural#polishblogger#polishgirl#poland#newpost#nowypost#wlosomaniaczka#kreconewlosy#kręconewłosy#rozdanie#konkurs#curlyclaudiekonkurs#hair#giveaway#elfapharm#kallos#rossmann#organicshop#marion
Post udostępniony przez Curly Claudie (@curlyclaudie)

Buziaki :*

PS. Dajcie znać w komentarzach, czy dobrze czyta Wam się post z aktualną czcionką. :)


Bądź na bieżąco z postami:

https://www.bloglovin.com/blogs/curlyclaudie-swiadoma-pielegnacja-kreconych-19171391
http://www.facebook.com/curlyclaudie
http://www.instagram.com/curlyclaudie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz