Moja włosowa historia :)



Cześć kochane! :)

Postanowiłam przywitać Was z przytupem! Spięłam pośladki i napisałam swoją włosową historię. Dowiecie się przez co przechodziłam przez 19 lat swojego życia oraz jak zmieniały się moje włosy :) W ten sposób trochę mnie poznacie. Przed Wami wyczerpująca opowieść z masą zdjęć!
Zapraszam!


Z kręconymi włosami już się urodziłam. Od najmłodszych lat, na mojej głowie rosło małe afro. Tak jak wszystkie małe dzieci, tak i ja, byłam blondyneczką! 



1998-1999r.






Z roku na rok włoski ciemniały, coraz bardziej się kręciły.



ok. 2000-2001r.




Do końca podstawówki o moje włosy dbała mama. Myła, czesała i denerwowała się na moje kołtuny. Często w ruch szła szczotka... i oczywiście czesanie włosów na sucho! Poniżej zdjęcie przedstawiające moją fryzurę przez całe 6 lat podstawówki! O innej nie było mowy :) (nie mogłam znaleźć więcej zdjęć z tego okresu )



 
ok. 2004r. - zerówka



Rok 2011. Wakacje. Moja mama kończyła kurs fryzjerski. Panie miały przećwiczyć jeszcze strzyżenie maszynką. Jako, że kilka dni wcześniej spodobała mi się fryzura jednej z Pań - Kasi, postanowiłam posłużyć za modela do strzyżenia. Kasia była wtedy ostrzyżona na damskiego irokeza, co bardzo mi się spodobało i... postanowiłam mieć na głowie to samo! Ścięłam włosy... Początkowo nie żałowałam swojej decyzji. Nie lubiłam swoich loków. Marzyłam o prostych włosach! Młoda byłam, głupia...


 
2011r. - po irokezie nie zostało śladu



Wszystko do czasu... Przyszedł moment, że włosy zaczęły odrastać. Tu się kręciły, tam odstawały... ale nie chciałam ich ponownie ścinać. Chciałam mieć długie, ale proste włosy! Było ciężko, ale jakoś zniosłam ich odrastanie, oczywiście cały czas je prostując... i zjadając przy tym masę nerwów. Całe 3 lata gimnazjum spędziłam na codziennym myciu i prostowaniu swoich włosów. 



2013r. - jedno z ostatnich spotkań z prostownicą



Rok 2013, czerwiec, ostatni miesiąc gimnazjum. Poznałam swoją drugą połówkę :) Po naszej rozmowie, od słowa do słowa wyszło na to, że przestałam prostować włosy. NIECH SIĘ KRĘCĄ! Loki zaczynały żyć swoim własnym życiem. Nie przykładałam większej wagi do ich stanu. Przestałam używać prostownicy. Myłam mniej więcej co trzeci dzień. Schły naturalnie, bez żadnych stylizujących wspomagaczy.




lipiec/sierpień 2013r. (bez użycia suszarki)


Kupiłam piankę Wella, dostałam suszarkę z dyfuzorem (bez jonizacji) i po kilku zabiegach stylizujących, moje włosy wyglądały tak, jak poniżej.




październik 2013r.



Mimo 3 lat spędzonych na codziennym prostowaniu, włosy wyglądały całkiem, całkiem. Przede wszystkim rosły szybko. Nie liczę oczywiście tego, że były mega spuszone, suche, połamane i popalone :D Z miesiąca na miesiąc skręt delikatnie się poprawiał. Puch znikał. Zaczęłam kupować pierwsze produkty, które mogły pomóc mi w ich odratowaniu tj. odżywki (odżywka bez spłukiwania Ziaja - pomarańczowa, pamiętam jak dziś!) oraz kosmetyki stylizujące, jak pianki i żele.




ok. grudzień 2013r.



Nie pamiętam dokładnie z jakiego miesiąca jest zdjęcie powyżej, ale wiem, że wtedy loki zaczynały wyglądać jak loki! Podobała mi się ich długość i gęstość. Bardzo szybko rosły. Kiepsko się układały, bo nie były nigdy specjalnie ścinane... Ale było dobrze! 


Przyszedł dzień, dałam namówić się mamie na lekkie podcięcie włosów (co by lepiej się układały). Żałowałam! Były króciutkie... (do ramienia). Niestety zdjęć nie posiadam. 


W międzyczasie włosy delikatnie odrosły i wtedy postanowiłam pójść do salonu fryzjerskiego. Cel taki sam jak wcześniej - żeby lepiej się układały. Znów zapuszczanie poszło na marne. Włoski krótkie - do ramienia (nie ufam fryzjerom!). 




wrzesień 2014r. - jakiś skręt się rysuje :D



wrzesień 2014r. - z przodu ujdzie




wrzesień 2014r. - ok. 3 dzień po umyciu



Po wizycie u fryzjera, zaczęłam czytać co nieco o lokach. Tutaj już szły w ruch produkty nawilżające i dedykowane włosom kręconym. Przeważnie produkty drogeryjne, łatwo dostępne. Postanowiłam też zapuścić loki do pasa! :)




październik 2014r. - delikatnie zyskiwały na skręcie



październik 2014r.








grudzień 2014r. - loki coraz dłuższe, coraz bardziej zdefiniowane! :)


luty 2015r. - stylizacja pianką Wella i gumą Loreto z biedronki. Suszone suszarką bez jonizacji ;(



Wakacje, lipiec 2015 roku :) Pokusiłam się na zafarbowanie loków. Byłam ruda! Przeszłam przez 3 farbowania na rudo. Raz szamponetką, później farbą. Zainwestowałam w suszarkę z jonizacją, co dało minimalne efekty już po kilku suszeniach :)  




lipiec 2015r.

Umiałam już chociaż trochę obchodzić się ze swoimi lokami. Wciąż jednak nie mogłam znaleźć dobrego fryzjera, który nie doprowadziłby mnie do płaczu przez ilość ściętych włosów. Mniej więcej w tym czasie zauważyłam, że włosy zaczęły wypadać mi w bardzo dużych ilościach. 



sierpień 2015r.



październik 2015r.



Zlekceważyłam wypadanie włosów. Poczytałam co nieco. Poszłam do apteki, kupiłam drożdże piwowarskie, myślałam że to załatwi sprawę. Niestety, nic a nic nie ruszyło.




luty 2016r.




maj 2016r.






maj 2016r.



Przez rok łykałam jakieś suplementy. Pod koniec roku 2016 zrobiłam badania krwi. Wtedy poznałam powód wypadania włosów przez cały ten czas. Anemia i niedoczynność tarczycy. Poszłam do specjalisty, dostałam hormony. (W latach 2013-2015 również przyjmowałam hormony, tutaj silniejsze, na inną przypadłość).

Tarczycę leczę do dziś, a włosy dalej wypadają jak szalone. Przez chorobę i oba gatunki hormonów straciłam na skręcie i na objętości (tutaj realnie 50%). Od nowa zaczęłam zabawę w docieranie się z lokami. Włosy przestały intensywnie rosnąć, więc ciężko z ich zapuszczeniem. O lokach do pasa mogłam zapomnieć...  Wspomagałam się środkami na porost włosów, ale szło to dość topornie. Tym bardziej, że włosy wyciągałam z głowy garściami (poniżej ostatnie chwile nieświadomości o chorobie).




sierpień 2016r.





sierpień 2016r. - ze skrętem bywało różnie





sierpień 2016r - wciąż nie znalazłam dobrego fryzjera... więc sama złapałam za nożyczki!


Mniej więcej we wrześniu 2016r. dowiedziałam się o świadomej pielęgnacji włosów. STARAŁAM się wdrożyć ją w swoje życie. Inspirowałam się blogiem Anwen oraz forum www.wizaz.pl. Wynajdywałam coraz to nowsze kosmetyki i metody dbania o loki. Byłam już trochę uświadomiona, jednak ciężko było mi się dotrzeć z włosami. Przez kilka następnych miesięcy niewiele zmieniało się na mojej głowie. Skręt raz lepszy, raz gorszy. Dało się przeżyć. 



listopad 2016r.



grudzień 2016r.

styczeń 2017r.



marzec 2017r.




marzec 2017r.



Największy problem miałam ze skrętem u nasady, co widać na zdjęciach. Zdenerwowało mnie to i zaczęłam totalnie świadomą pielęgnację loków! Nabywałam maski, oleje, łagodne szampony... Bez bicia się przyznam, że wcześniej trochę olewatorsko podeszłam do sprawy... Zapominałam się. Myłam głowę codziennie, szamponami z SLS, wciąż kupowałam pianki (alkohol denat), codziennie suszyłam włosy suszarką... oczywiście ciepłym powietrzem, żeby było jak najszybciej. Często też chodziłam spać z mokrymi włosami. Spałam na zwykłej poszewce... Wszystko co najgorsze! Postanowiłam się spiąć! Inspiracji wciąż szukałam u Anwen i na Wizażu. Pomyślałam, że dobrym pomysłem będzie założyć bloga o kręconowłosej tematyce :) 




kwiecień 2017r.




Od lutego tego roku jestem już w pełni uświadomiona! Inaczej... uświadomiona byłam już dawno, tylko nie praktykowałam. Z codziennego mycia włosów skończyło się na tym, że myję włosy dwa razy w tygodniu. Loki odżyły, wyglądają zdrowo. Są gładkie, miękkie i lśniące. Mimo przyjmowanych przeze mnie hormonów, skręt jest coraz bardziej zdefiniowany. Choć zdarzają się też te gorsze dni. Wciąż jednak borykam się z wypadaniem włosów (jeżeli któraś z Was ma podobny problem i zna jakieś rozwiązanie, chętnie posłucham).





maj 2017r.




maj 2017r.



Nauczyłam się też ścinać swoje loki (sama!), tak aby zyskiwały na skręcie i ładnie się unosiły :) Zawsze boję się jednak, że przesadzę z nożyczkami. Z miesiąca na miesiąc zauważam poprawę w swoich włosach. Przede mną jednak jeszcze długa droga do perfekcyjnych loków :)



koniec czerwca 2017r.




Moja "kręcona podróż" trwa dopiero 4 lata, mimo że kręcone włosy mam od dziecka. Na drodze ciągle napotykam przeszkody, które utrudniają mi osiągnąć wymarzony cel, ale nie poddaję się! Stworzyłam tę stronę, aby pomóc Wam - innym kręconowłosym (tym z "problemami" również) pokochać swoje loki i dążyć do ich najlepszego stanu! Mamy najpiękniejsze włosy na świecie i warto o nie zadbać :) Po przeczytaniu mojej historii wiecie, że nie zawsze jest łatwo. Czasami wszystko idzie na przekór. Pamiętajcie jednak, że zawsze warto! Wystarczy wczytać się w tę historię i spojrzeć na zdjęcia.  :)


Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam! Jestem tutaj, aby dzielić się z Wami włosowym doświadczeniem :) Mam nadzieję, że swoją historią dałam Wam małego kopniaka do działania! 


Buziaki! :*

10 komentarzy:

  1. Masz przepiękne włosy! :) Sama mam loki, ale nigdy ich nie lubiłam i zawsze nosiłam związane. Teraz mam zamiar bardziej o nie dbać i w końcu się ich nie wstydzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Loczków nie ma się co wstydzić. To nasze naturalne piękno, o które naprawdę warto zawalczyć :) Cieszę się, że choć troszkę Cię zmotywowałam :)

      Usuń
  2. Widzę, że komentarz z poprzedniego skasowanego posta coś dał. Masa zdjęć. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego bloga podeszłam już na poważnie :) Poszperałam i wyszperałam ;) Pozdrawiam Cię :D

      Usuń
  3. Chciałabym wiedzieć jak radzisz sobie z włosami po tym jak je związujesz a potem rozpuszczasz. O ile to robisz :( ja przez trenowanie musze je ściskać gumką gdzie potem są okropne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związuję na noc w tzw. "ananasa". Włosy łapię gumką na raz, dzięki czemu jest totalnie luźny. Włosy nie są odciśnięte. Rano, gdy rozpuszczę najczęściej nie muszę poprawiać, chyba że jest to już trzeci lub czwarty dzień. Wtedy delikatnie traktuje włosy swoim ulubionym, ale delikatnym stylizatorem, każde pasemko z osobna. Rozcieram kosmetyk w dłoniach i każde pasemko od góry do dołu wygładzam. Suszę chłodnym nawiewem lub pozostawiam do wyschnięcia :) Dzięki temu loczki wytrzymują 4-5 dni.

      Usuń
  4. śliczne włosy :) ach to nieszczęsne prostowanie :( ja swoje fale ostatnio trochę zaniedbałam, ale muszę o nie teraz porządnie zadbać i wydobyć z nich to co najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prostownica dawno wylądowała w śmietniku! Podejrzewam, że do siebie nie wrócimy. Życzę powodzenia, na pewno wydobędziesz jeszcze więcej! :*

      Usuń
  5. Mamy podobne włoski, moje jak miałam więcej i krótsze wyglądały identycznie jak Twoje z 2016 roku <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy miały jeszcze fajną objętość! Teraz jest ich duuużo mniej ;c

      Usuń