CREME OF NATURE, MAXIMUM-HOLD STYLING SNOT

Hej! 

Czy kosmetyk zakupiony z przypadku może okazać się hitem? Jak to jest, że pewnego dnia moje włosy pokochały żele, których wcześniej nienawidziły? Odpowiedź jest prosta! 
Żel CREME OF NATURE zakupiłam w momencie, kiedy utknęłam w Polsce na urlopie i nie mogłam wrócić do UK z powofu odwołanych lotów. Przy sobie miałam jedynie odrobinę stylizatorów przelanych do małych pojemniczków. Po 3 myciach spłukałam się ze wszystkiego i na szybko musiałam znaleźć coś, co okiełzna moje włosie. W relacji na IG u Oli (@alexincurlyland) dojrzałam żel CREME OF NATURE, przeszperałam inne efekty u innych osób i zdecydowałam się na jego zakup. Kosztował niewiele i zawsze mogłabym go zostawić w Polsce. Skończyło się tak, że zabrałam go ze sobą i używam regularnie! 

CREME OF NATURE, MAXIMUM-HOLD STYLING SNOT

Skład: 

Aqua/Water/EauPVP (polimer, antystatyk)GlycerinPEG-4Xanthan Gum (emulgator)Carbomer (polimer)Argania Spinosa Kernel OilHydroxyethylcellulose (zagęstnik)Caprylyl Glycol (emolient tłusty)Aminomethyl Propanol (regulator pH)Parfum (Fragrance)CitronellolGeraniolLimoneneLinaloolPhenoxyethanol (konserwant)Yellow 5 (CI 19140)Red 40 (CI 16035)

ZAPACH: orientalny.
KOLOR: pomarańczowy.
KONSYSTENCJA: bardzo gęsta, zbita.
CENA: 30 PLN.
POJEMNOŚĆ: 248 ml.
OPAKOWANIE: plastikowa tuba.
WYDAJNOŚĆ: bardzo wydajny. 
ZGODNY Z CG: tak. 

O składzie:

Z uwagi na glicerynę wysoko w składzie, zaklasyfikowałabym go jako żel humektantowy. W towarzystwie oleju arganowego, tworzy z żelu produkt humektantowo - emolientowy. Dzięki polimerowi kondycjonuje włosy i zabezpiecza je tworząc warstwę filmu.

Efekty i działanie: 

CREME OF NATURE, MAXIMUM-HOLD STYLING SNOT stał się jednym z moich ulubieńców. Z pewnością trafi też do odkryć roku 2020! Dlaczego? Jest świetny! 

Konsystencja jest bardzo, ale to bardzo gęsta. Wyciskając produkt z tuby, wyskoczy Wam zbity groszek, który trzeba porządnie rozetrzeć w dłoniach. Mimo tej gęstości nie ma najmniejszego problemu, aby rozprowadzić stylizator na włosach. Aplikuje się świetnie. Zobaczcie tylko na zdjęciu! Forma jest bardzo stała. 
Na początku (podczas pierwszych myć) ciężko określić jego ilość dla danych włosów. Można je wtedy nieznacznie obciążyć od nasady lub po odgnieceniu sucharków zacznie się kruszyć na włosach. Gdy tylko znajdziecie odpowiednią ilość dla siebie, nie pojawiają się żadne problemy.

Żel niesamowicie zbija włosy, wtedy po wysuszeniu pojawiają się konkretne, sztywne strąki. Tu pojawia się mini problem, bo trzeba odciskać je nieco dłużej, niż w przypadku większości produktów. Jeśli nałożycie stylizator zbyt blisko skóry głowy, może pojawić się problem, żeby odgnieść włosy w tamtych miejscach. Niemniej, można je wtedy ugniatać dalej lub po prostu rozczochrać przy nasadzie i strąki znikają. Dzięki tym strąkom, włosy schną znacznie szybciej. Takie zjawisko zauważyłam u siebie. 15 minut z suszarką w ręku to jest max! Czasami muszę dosuszyć włosy z tyłu głowy, przy nasadzie, bo tam pozostają nieco wilgotne. 
CREME OF NATURE, idealnie definiuje loki. Od nasady po same końce! Po jego stosowaniu rzadko pojawiał się przyklap, czy rozprostowanie skrętu u nasady. Im dłużej będziecie ugniatać włosy, tym lepszy skręt uzyskacie. Dodatkowo nadaje niesamowitej objętości. Mała rada, im dłużej będziecie odgniatać sucharki, tym większą objętość uzyskacie. Warto też połączyć żel z produktem proteinowym b/s (np. Bounce Curl Light Creme Gel), objętość będzie jeszcze lepsza. Przez to chcę powiedzieć, że świetnie sprawdza się również w duecie! 

Zapach produktu utrzymuje się na włosach długo po wysuszeniu. Mnie to bardzo cieszy, bo pachnie niesamowicie! Zawsze usłyszę, "ładnie pachną Ci włosy.". Dodatkowo zapach nie jest natrętny, więc nie spowoduje bólów głowy, jak przy niektórych innych produktach. 

Mimo gliceryny w składzie, puch pojawia się wyjątkowo rzadko. Na pewno pojawi się, jeśli dacie żelu za mało lub użyjecie za dużej ilości humektantów podczas mycia albo na następny dzień po umyciu. W innych przypadkach puchu nie zauważyłam. 

Ten produkt robi z włosami wszystko co najlepsze! Utrwala na wiele godzin, często nawet następnego dnia włosy wyglądają super. Definiuje skręt od nasady aż po same końce. Zbija loki w mięsiste pasma. Mimo swojej gęstej konsystencji nie obciąża, nie skleja (po odgnieceniu) oraz nie pozostawia na włosach tłustego filmu! Pozostawia włosy pełne blasku, gładkie i miękkie. Czego chcieć więcej? 
Moim zdaniem, CREME OF NATURE, MAXIMUM-HOLD STYLING SNOT jest produktem wartym uwagi. Nie kosztuje wiele, jest bardzo wydajny i sprawdza się świetnie. Bardzo go lubię i z pewnością zakupię ponownie, jeśli kiedykolwiek się skończy. :D 

A co do zmiany upodobań moich włosów... cóż. Loki są zmienne! Kiedyś kochałam kremy, żele totalnie się u mnie nie sprawdzały. Teraz jest zupełnie odwrotnie! Żele kocham, a kremy mnie obciążają. Jak żyć? Za lokami nie dojdziesz. :D Ale to jest temat na osobny post! :) 

Jeśli znacie powyższy produkt, podzielcie się swoją opinią! Jestem ogromnie ciekawa Waszych spostrzeżeń! 

Buziaki! 

KOSMETYKI ANWEN - ZBIOROWA MINI RECENZJA

Hej!

Kosmetyków Anwen używam już od jakiegoś czasu. Zaczęłam od maski "Kiełki pszenicy i kakao", o której pisałam w poście: Anwen, Kiełki Pszenicy i Kakao maska . Po pierwszych średnio zadowalających efektach, nie poddałam się i zaczęłam używać innych kosmetyków tej firmy. Wśród włosomaniaczek cieszy się ogromną renomą i popularnością. Dzisiaj poznacie moje zdanie o konkretnych produktach. 

Post składa się jakby z dwóch części, tj. części kosmetyków, która pozostawia dla mnie dużo do życzenia, oraz części, która sprawdza się dobrze. Zaczynamy! 

KOSMETYKI ANWEN

ANWEN, SZAMPON PEELINGUJĄCY "MINT IT UP"

Z racji tego, że jestem osobą, która regularnie peelinguję skórę głowy, byłam bardzo zaciekawiona, gdy dostałam MINT IT UP w prezencie. Przeczytałam wiele pozytywnych opinii, więc i ciekawość była ogromna.

Z peelingami mechanicznymi bywa wiele problemów, głownie z wypłukiwaniem drobinek z włosów. Niestety taki też problem miałam przy szamponie peelingującym. Podczas zabiegu miałam wrażenie, że drobinki wchodzą w głąb włosów, a skórę głowy traktuję jedynie płynem który z peelingu pozostał. Wypłukiwanie drobinek trwało wieki, a i tak po wysuszeniu dały się znaleźć pojedyncze "kuleczki".

Przez to, że drobinki podczas masowania wtapiały się we włosy, nie odczuwałam "zdarcia" na skórze głowy. Nie poczułam tego odświeżenia, gładkości i świeżości. Minimalna świeżość pozostała głownie po mięcie. Skalp wydawał się być delikatnie "schłodzony", ale to tyle.

Niestety albo i stety, teraz powinnam korzystać jedynie z peelingów enzymatycznych, więc istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że do mechanicznych kiedykolwiek jeszcze wrócę. Tym co nie przeszkadzają drobinki lub nie mają przeciwwskazań do peelingów mechanicznych - możecie kupić. Tym zirytowanym tak jak ja polecam kupno peelingu enzymatycznego.

ANWEN, SZAMPON ŁAGODNY "BRZOSKWINIA I KOLENDRA"

Jak to każda kręconowłosa maniaczka, w posiadaniu miałam wieeeele łagodnych szamponów. BRZOSKIWNIĘ I KOLENDRĘ również zakupiłam dzięki Waszym poleceniom i reklamach na stronie producenta.

Zapach, konsystencja, dozowanie na plus. Gorzej z samym działaniem. Szamponu używałam co mycie, jakieś 3x razy pod rząd przed myciem z SLS. Bardzo często towarzyszyło mi uczucie niedomycia nasady. Na tę raczej nic nie nakładam, poza aplikowaniem wcierek, więc nie powinno być większego problemu z domyciem. Niestety, często musiałam myć skórę głowy raz jeszcze, przez co wydajność produktu oceniam na słabą. Równie często pojawiało się u mnie wrażenie splątania włosów u nasady. Podczas mycia jak i na sucho. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ale gdy tylko zamieniłam szampon na inny, problem zniknął. 

ANWEN, ODŻYWKA "EMOLIENTOWY IRYS"

Według producenta, odżywka do włosów średniej porowatości. Moje są mieszane, serio. Raz średnio-, raz wysokoporowate. Ciężko za nimi dojść, zmieniają się. W przypadku moich włosów, EMOLIENTOWY IRYS jest dość ciężki. Nie ważne czy trzymam odżywkę kilka czy kilkadziesiąt minut, zawsze mnie obciąży. Niestety też po spłukaniu czuć, że są zbyt natłuszczone. Gdy tylko dołożę do tego produkty stylizujące, mogę zapomnieć o GHD. Nie jestem w stanie powiedzieć, który składnik mógł zwinić najbardziej, bo nigdy nie miałam z żadnym problemów. Może akurat taka kompozycja olejów? 

ANWEN, ODŻYWKA "EMOLIENTOWA RÓŻA"

Przeszliśmy do tej przyjemniejszej części posta! 

EMOLIENTOWA RÓŻA pojawiła się w moim asortymencie, po nie udanych myciach z IRYSEM. Nie poddaję się tak łatwo i zamówiłam kolejne produkty! Na szczęście ta odżywka do włosów o wysokiej porowatości sprawdziła się tak jak powinna, mimo że w składzie znajdziemy MASŁO SHEA, które wraz z kokosem totalnie nie służą moim włosom. Weź je zrozum! :D 
Pozostawiona na włosach na kilka lub kilkadziesiąt minut, sprawdza się świetnie. Natłuszcza, domyka, pozostawia włosy lekkie, miękkie i pełne blasku! Jeśli zapytacie mnie o produkt emolientowy tej marki, bądźcie pewni że wybiorę RÓŻĘ

ANWEN, ODŻYWKA "PROTEINOWA ZIELONA HERBATA"

Moja pierwsza proteinowa odżywka ANWEN. Szanuję tę serię, ponieważ w łatwy sposób jesteście w stanie dostarczyć swoim włosom protein. Do tego łatwo je tuningować i dodawać półprodukty! Jeśli mam w zamiarze mycie PEH, dodaję do ZIELONEJ HERBATY kilka kropli ulubionego olejku lub olejów oraz odżywkę humektantową lub półprodukt, np. żel aloesowy. Świetnie sprawdziła się również w ducie z maską Planeta Organica Toskańska. To właśnie po tym ducie na mojej głowie pojawił się długo wyczekiwany GHD! 

ANWEN, ODŻYWKA "PROTEINOWA ORCHIDEA"

Druga proteinka od ANWEN, która sprawdziła się jeszcze lepiej niż ZIELONA HERBATA! Ta poprzednia czasem nie współgrała z pozostałymi kosmetykami w danych myć, ale ORCHIDEA to nadrobiła i sprawdza się za KAŻDYM RAZEM, serio. Tak jak w poprzednim przypadku łatwo ją tuningować, więc zawsze będziecie mieć szansę ją wykorzystać. 

W obu odżywkach proteinowych zauważalne są miękkość, blask, sprężystość oraz mięsistość włosów. :) 

ANWEN, ODŻYWKA "NAWILŻAJĄCY BEZ"

Najlepsza uniwersalna odżywka jaką miałam. Podobnie jak z proteinowymi, można ją ulepszać na różne sposoby, co czyni ją właśnie uniwersalną. Można dodać przeróżne olejki oraz proteiny. Moja ulubiona kompozycja to: NAWILŻAJĄCY BEZ + olejek Jessi Curls + spirulina. Taką mieszankę nakładam raz na jakiś czas, podczas mycia PEH i nigdy nie kończy się masakrą na głowie! Jako, że nigdy nie używam produktów czysto humektantowych solo, ponieważ lubią puszyć, Wam też polecam taką opcję. A nuż wykorzystacie produkt, który Wam zalega! 

Do tego, odżywkę możecie stosować jako podkład pod olej. Można ją zmieszać z wodą lub nałożyć niewielką ilość przed nałożeniem ulubionego oleju. Taki duet działa cuda! 

Składy, opis oraz cenę znajdziecie na stronie producenta: www.sklepanwen.pl 

Jestem przeogromnie ciekawa, które z powyższych sprawdziły się u Was, a które nie. Czy będą to te same kosmetyki, czy zupełnie inne? Dajcie znać! :) 

ROZPROSTOWANIE SIĘ SKRĘTU - CZYNNIKI

Hej! :)

Rozprostowanie się skrętu to jedna ze zmór każdej kręconowłosej. Kto z nas choć raz nie pomyślał "Dlaczego tak się dzieje?!". Przyczyn jest kilka. Część z nich jest prosta w zniwelowaniu, pozostała część nie jest zależna od naszych dłoni czy kosmetyków.

Post dzielę na dwie części: tę typowo pielęgnacyjną oraz tę bardziej złożoną. Odpowiedzi na pytania jakie mi zadaliście dot. tego postu, są zawarte w opisie każdego z czynników. Zaczynamy!

ROZPROSTOWANIE SIĘ SKRĘTU - CZYNNIKI

1. NIEODPOWIEDNIE CIĘCIE KRĘCONYCH WŁOSÓW

Od zawsze o tym piszę, ponieważ nieodpowiednio ścięte loki nie będą współpracowały. Długie włosy = ciężkie włosy, zatem aby skręt się nie prostował, potrzebne jest odpowiednie cięcie. Jakie? Cięcie warstwowe lub dobre cieniowanie, takie które ODCIĄŻY włosy. Lżejsze włosy lepiej się kręcą i unoszą od nasady.

2. NIEODPOWIEDNIA PIELĘGNACJA

Czyli nakładanie wszystkiego na chybił trafił. Ważne jest zachowanie RÓWNOWAGI PEH, o której przeczytacie w poście: RÓWNOWAGA PEH, czyli klucz do pięknych włosów . Jeśli czegoś Waszym włosom brakuje bądź czegoś jest za dużo (np. emolientów, które lubią obciążać) będą się prostować. Niestety trzeba się nauczyć, żeby tę równowagę umieć zachować. Do wszystkiego dojdziecie metodą prób i błędów.

3. ZA DUŻA ILOŚĆ PRODUKTÓW "NA RAZ"

W głównej mierze dotyczy to osób, które dopiero zaczynają dbać o kręcone włosy. W tym całym szale i zafascynowaniu nakładają na loki co tylko mają pod ręką, w nadmiernej ilości. Nie ma potrzeby nakładać 3 masek przy jednym myciu, czy 4 stylizatorów na raz. Wystarczy po jednym, dobrym produkcie. Odstępstwem jest stylizacja, gdzie często sprawdzają się dwa produkty nałożone na włosie.

4. OBCIĄŻENIE

Jak wyżej, może być spowodowane złym cięciem, zbyt dużym ciężarem włosów, za dużą ilością emolientów lub produktów nałożonych podczas mycia i stylizacji.

5. NIEDOSTATECZNE OCZYSZCZENIE WŁOSÓW

Ważna kwestia, o której część zapomina, gdy wpada w szał włosomaniactwa. Często wiele z Was decyduje się na metodę CG, której oczywiście nie wykluczam. Ważne jest jednak, aby regularnie oczyszczać włosy. Dla tych "nie-CG", szampon z SLS powinien być stosowany (moim zdaniem) raz na ok. 4 mycia, raz na 2 tygodnie. Nie rzadziej! Włosy cały czas będą zbierały na sobie warstwę (silikony, polimery, emolienty), która obciąży i rozprostuje Wasz skręt. Dlatego pamiętajcie, oczyszczanie jest WAŻNE!

6. ZNISZCZONE WŁOSY

Rozjaśniane, farbowane, prostowane, suszone wysoką temperaturą... To wszystko niszczy strukturę włosa. Ze swojej strony polecam zrezygnować z tych wszystkich zabiegów, jednak jeśli nie macie zamiaru, warto stosować kosmetyki chroniące przed uszkodzeniami.

7. ZŁA STYLIZACJA

Czyli zła metoda, zbyt mało stylizatora, źle rozprowadzony środek stylizujący. Zła stylizacja nie powoduje jedynie puchu, ale również rozprostowanie skrętu. Tam gdzie krem, żel czy cokolwiek innego stosujecie nie dociera, pojawia się puszek, a przy tym włosy stają się pofalowane lub proste. Najczęściej od nasady. Warto poświęcić kilka minut więcej przy stylizacji, aby równomiernie rozprowadzić produkt na włosach.

Więcej o stylizacji przeczytacie w postach:

Stylizacja kręconych włosów - najważniejsze elementy, czyli 8 kroków do perfekcyjnych loków.
Metody stylizacji kręconych włosów.

8. ZABEZPIECZENIE WŁOSÓW DO SNU

To kolejny kluczowy element, moim zdaniem. Sama na poczatku popełniałam ten błąd i nie zabezpieczałam włosów na noc. Wiązałam w koka, a następnego dnia po rozpuszczeniu był lament: czemu są takie okropne? Żeby loki przetrwały noc, a następnego dnia były równie ładnie skręcone, należy je odpowiednio zabezpieczyć! Fryzura na "ananasa", satynowe poszewki i czepki... o czym pisałam w poście: "Zabezpieczenie włosów podczas snu.".

Teraz ta bardziej złożona kwestia, HORMONY I GENETYKA. O ile w kwestii wypadania jest wiele dostępnych badań dot. jaki wpływ mają hormony na wypadanie włosów, tak w kwestii rozprostowania skrętu chyba nie ma jeszcze ani jednego. Przynajmniej ja nic podobnego nie znalazłam, dlatego nie podam Wam konkretnej przyczyny, dlaczego tak i tak się dzieje przy danym zaburzeniu. Podaję jedynie czynniki, przy których prostowanie się kręconych włosów jest zauważalne. :)

1. DOJRZEWANIE I CIĄŻA

W tych dwóch okresach Waszego życia, jest wielce prawdopodobne, że Wasze włosy zaczną kręcić się MOCNIEJ. Wiele jest przypadków, gdzie w okresie dojrzewania włosy dostają świra! Podobnie jak i my wtedy. ;) W większości przypadków tak już pozostanie, o ile nie macie żadnych problemów z gospodarką hormonalną.

Dobra, a co z ciążą?! Wtedy również w organizmie hormony wariują. Do tego dochodzą wszystkie witaminowe specyfiki, które przyjmują przyszłe mamy. Zatem, podczas samej ciąży Wasze włosy mogą być jak z bajki. Gęste, lśniące, bardziej skręcone. Problem pojawia się po przyjściu maluszka na świat, gdzie hormony się normują. Wiele nowych mam skarży się na problemy z włosami: suche, matowe, rozprostowane, nadmiernie wypadające. Niestety na tym etapie to jest jak ruletka. Albo wrócą do swojego pierwotnego stanu, wrócą po części, lub nie wrócą wcale, z czym niestety trzeba się pogodzić. Drogie Mamy! Nie łamcie się! Macie u swojego boku mały CUD! Teraz włosy nie są najważniejsze.

2. ANTYKONCEPCJA

Często żalicie się, że podczas przyjmowania antykoncepcji hormonalnej, ucierpiał Wasz skręt. Myślę, że tabletki są tutaj najbardziej szkodliwe. W sensie od pozostałych metod. Sama osobiście przyjmuję, lecz większych zmian w skręcie nie zauważyłam nigdy. Większy problem dostrzegłam, gdy przyjmowałam Euthyrox -.-. Klucz może leżeć w tym, że tabletki zostały dobrze dobrane. Ale to też takie gdybanie "co by było gdybym miała inne". W tej kwestii najlepiej doradzi Wam lekarz.

3. CHOROBY AUTOIMMUNOLOGICZNE

Czyli, choroby tarczycy najczęściej oraz inne pozostałe. Zaburzenia hormonalne sieją niemałe spustoszenie w naszych organizmach. Nic więc dziwnego, że mają też wpływ na skręt naszych włosów. Wiele się wtedy w organizmie rozregulowuje, a co za tym idzie pojawiają się problemy. Jako pierwsze są to właśnie problemy z włosami, cerą, paznokciami, skórą. Jeśli podejrzewasz je u siebie, udaj się na diagnostykę. To nie tylko uratuje Twoje włosy, ale również Ciebie!

4. PRZYJMOWANE LEKI

Leki, czyt. hormony właśnie. Osobiście przyjmowałam kiedyś euthyrox (jak się okazało bez potrzeby) i to wtedy miałam największy problem ze swoim skrętem. Od nasady oraz na końcach pojawiały się proste pasma. Gdy tylko zrezygnowałam z euthyroxu, problem zniknął. Broń Cię rzucać leków na własną rękę! Ale może warto porozmawiać z lekarzem prowadzącym o skutkach ubocznych. :)

5. GENETYKA

Genetyka, to właśnie ona odpowiada w największej mierze za skręt naszych włosów. Często, nie ważne ile siły, chęci i cierpliwości włożycie w pielęgnację loków, nie da się bardziej podbić skrętu. Ten macie zapisany w sobie, w Waszych genach. Dalej nie pójdziecie. Dlatego w tym wypadku należy się pogodzić z tym co udało się "wykręcić" na głowie i nie popadać przez to w depresję.

Z pewnością lepiej wykazałabym się, gdybym mogła popisać o hormonach w kierunku wypadania włosów. :D Tak czy inaczej chciałam przedstawić Wam potencjalne przyczyny, na które możecie zwrócić uwagę. Mam nadzieję, że jedynym czynnikiem, dla którego Wasze włosy nie kręcą się dostatecznie, będą jedynie błędy w pielęgnacji, które możecie od razu naprawić!

I pamiętajcie, żeby nie wpadać w paranoję. Tak naprawdę, nie da się podbić skrętu na siłę. Jeśli od wielu lat towarzyszy Wam jeden i ten sam typ, tak już raczej pozostanie, więc najlepiej się z nim pokochać i cieszyć, że jest!

Liczę na to, że choć w małym stopniu Wam pomogłam. Nie podałam żadnego "gotowca", bo taki niestety nie istnieje. Najważniejsze to cieszyć się z tego co natura dała i pamiętać, że to tylko włosy! Wszystko da się "naprawić". :)

Buziaki!

BOUCLEME, CURL DEFINIG GEL

Hej!

Bez zbędnego przedłużania, mam dla Was kolejną recenzję stylizatora! Wiele z Was może go kojarzyć z zagranicznych kont Instagrama. Cieszy się dużą popularnością wśród kręconowłosych za oceanem. Efektami po jego użyciu poniekąd zachwyciłam się również ja. W końcu, czemu by nie spróbować? :)

BOUCLEME, CURL DEFINING GEL

Skład:

AQUAGLYCERINALOE BARBADENSIS LEAF EXTRAXTXANTHAN GUMPOLYGLYCERYL-3 CAPRATEPUNCIA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACTARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OILLINUM USITATISSIMUM (LINSEED) SEED OILCOCOS NUCIFERA (COCONUT) OILCITRUS AURANTIUM BERGAMIA (BERGAMOT) FRUIT OILCITRUS GRANDIS (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACTTILIA CORDATA (LINDEN) FLOWER OIL LITSEA CUBEBA (MAY CHANG) OILMAGNOLIA FLOWER OILMAGNOLIA LEAF OILCITRUS NOBILIS (MANDARIN) REED) PEEL OILORIGANUM MAJORANA (MARJORAM SWEET) LEAF OILCITRUS AURENTIUM DULCIS (ORANGE) PEEL EXTRACTPALMAROSA LEAF OILPATCHOULI LEAF OILROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF ESSENTIAL OILMENTHA PIPERITA (PEPPERMINT) LEAF ESSENTIAL OILSTYRAX TONKINENSIS (BENZOIN) RESIN EXTRACTRICINUS COMMUNIS (CASTROL) SEED OILBENZYL ALCOHOLDEHYDROACETIC ACIDLIMONENELINALOOLGARANIOLCITRALBENZYL BENAZOATE.

ZAPACH: intensywny, cytrusowy.
KOLOR: delikatnie żółty, mleczny.
KONSYSTENCJA: lejąca się, delikatna.
CENA: 50 - 110 PLN.
POJEMNOŚĆ: 117ml/300ml.
OPAKOWANIE: solidna, plastikowa butelka.
DOSTĘPNOŚĆ: www.loczek.pl
WYDAJNOŚĆ: wydajny.
ZGODNY Z CG: tak.

O składzie:

Mocno emolientowy, z dodatkiem humektantów. Z racji, że nawilżacze są na pierwszych miejscach w składzie (głównie gliceryna), stylizator może puszyć.
Efekty i działanie:

BOUCLEME CURL DEFINING GEL zawiera w sobie kokos, a dokładniej olej kokosowy. Moje włosy go wręcz nienawidzą. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po użyciu BOUCLEME na mojej głowie pojawił się GHD! Pierwszy kosmetyk z kokosem w składzie, który moje włosy zaakceptowały. Nie wiem jak to się stało, być może "winny" jest dobrze skomponowany skład. Tak czy inaczej, od pierwszego użycia byłam do niego nastawiona pozytywnie.
Żel bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, ma lejącą i śliską konsystencję. Z początku ciężko dobrać jego ilość. Łatwo można przesadzić i obciążyć włosy. BOUCLEME trzeba wyczuć.

Mimo delikatnej konsystencji zbija włosy w pasma. Definiuje od samej nasady. Nie skleja, lecz po wysuszeniu pozostawia delikatne strączki do odgniecenia. Jak na bogaty skład, jest zaskakująco lekki dla włosów. Dzięki temu można go stosować również w duetach z innymi produktami stylizującymi. Moim zdaniem sprawdzi się najlepiej na typie skrętu 3. Dla typu 2. (fal) może być za ciężki, ale to kwestia indywidualna. Zależy co lubią Wasze włosy.

BOUCLEME CURL DEFINING GEL definiuje i podbija skręt. Loczki po nim są zbite i miękkie. Nie pojawia się efekt sklejenia, ani tłustych włosów (jeśli nałożycie za dużo). Żel nie pozostawia na włosach tłustego filmu. Jest naprawdę bardzo delikatny, mimo swojego mocno emolientowego składu.

Jako produkt solo może być za słaby, ponieważ nie utrwala dostatecznie. Wtedy może pojawić się problem odstających i rozwianych włosów.

W duecie z dobrze dobranym drugim produktem, nadaje włosom sporej objętości i utrwala na znacznie dłuższy czas. Można z nim kombinować na wiele sposobów, jednak trzeba mieć na uwadze dużą ilość emolientów.
Co do puchu, czasem się pojawia, czasem nie. Jednak w moim przypadku częściej TAK. Tym bardziej jeśli nałożę żel solo. W duecie jeszcze idzie to jakoś zniwelować. Podejrzewam, że to wina pierwszych dwóch składników - humektanty (w tym zmora - gliceryna). Osobiście na puch nigdy się nie boczę, bo go lubię. :) Kwestia gustu jak do tego podejdziecie.

Podsumowując, BOUCLEME CURL DEFINING GEL według mnie jest produktem godnym uwagi. Pierwszy kosmetyk z kokosem, który nie zasiał spustoszenia na mojej głowie! Tak jak kokosa nienawidzę, tak żel BOUCLEME bardzo polubiłam. Zawsze stosuję w towarzystwie innego stylizatora dla jeszcze lepszych efektów. Jeśli Wasze włosy również nie pokochały się z kokosem, CURL DEFINING GEL może zmienić Wasze dotychczasowe odczucia. :)

Dla mnie produkt, a konkretnie jego specyfikacja ma jeden minus. Zapach. Niby cytrusowy i delikatny, ale mój nos skojarzył go z zapachem PASTY DO BUTÓW, takiego zwykłego KIWI. Już tego nie odwącham, co nieco utrudnia mi współpracę z żelem.

Poniżej Wasze efekty!

Paulina :)

Ola :)

Magda :)

Maria :) 

Aneta :) 

Jakie są Wasze odczucia i opinie na temat powyższego stylizatora? :) Dajcie znać!

Buziaki!


WYPADANIE WŁOSÓW - WASZE OPOWIEŚCI

Hej!

Jakiś czas temu poprosiłam Was w wielu miejscach o podzielenie się Waszymi opowieściami dotyczącymi wypadania włosów. Nie chciałam rozbijać tego na kilka postów, więc zebrałam to w jednym. Tekstów nie zmieniałam, przekopiowałam i poprawiłam jedynie to co trzeba.

Co to ma na celu? Uświadomienie, że wypadanie włosów nie jest zjawiskiem, które można lekceważyć! Pisałam o tym już wielokrotnie, że wzmożone wypadanie włosów jest znakiem od organizmu, że w tym dzieje się coś niepokojącego, coś na co warto zwrócić uwagę.

Jeśli post jest dla Ciebie za długi i wiesz, że nie podołasz i nie przeczytasz go do końca, mam jedną prośbę. Przeczytaj sam koniec, to krótkie podsumowanie.

Mój przypadek już z pewnością znacie, dla tych którzy są tu pierwszy raz odsyłam do postów i zakładki "wypadanie włosów":

"Mój problem z wypadaniem włosów."
"Mój problem z wypadaniem włosów - przyczyna, leczenie, postępy." 


A teraz czas na Was!

Patrycja:

"Moja historia zaczyna się 10 lat temu. Wraz z pójściem do liceum zaczęły się problemy z wypadaniem. Na początku było to kilka włosków, myślałam: "nahhh tylko przesilenie, stres związany ze szkołą".

Pewnego razu biorąc prysznic wraz z nakładaniem odżywki na włosy wyciągnęłam cały pukiel włosów. Ogromnie się przeraziłam i pobiegłam od razu do babci, aby jej o tym powiedzieć. Stwierdziła, że przesadzam. To trwało z 4 miesiące, a za każdym razem włosów na szczotce było więcej.

Przeczytałam wszystkie artykuły na temat wypadania włosów. Na własną rękę zaczęłam brać różnego rodzaju suplementy takie jak: skrzypovita, pokrzywa, drożdże. W szkole zaczęły się komentarze typu "no rzeczywiście dużo włosów Ci wypada", "Chyba łysiejesz". Miałam dużo włosów więc efekt wizualny wypadania nie był od razu widoczny.
Po 4 miesiącach zaczęły pojawiać się prześwity bo bokach, zakolach i najwięcej wypadało włosów przy myciu. Zaczęłam wpisywać w Google hasła "Przerzedzanie się włosów po bokach" "wypadanie przy myciu" i trafiłam na jakiś wpis o skutkach niedoczynności tarczycy. Powiedziałam o tym rodzinie, oczywiście nie wzięli tego na serio. Chyba raczej traktowali tą całą sprawę z wypadaniem jako wybuchy wieku nastoletniego niż poważną sprawę zdrowotną. Całe dnie płakałam, że będę łysa. Zaczęłam nawet oglądać peruki.

W końcu ulitowali się nade mną i poszłam pierwszy raz do dermatologa - państwowo. Pani z rejestracji powiedziała żebym nie myła włosów przed wizytą bo Pani doktor musi zobaczyć skórę głowy. Poszłam na wizytę, po czym przeglądając moje włosy Pani doktor stwierdziła że wypadają mi włosy bo ich nie myje, i nie powinnam się czesać na madonnę (mam kręcone włosy). Myślałam, że się rozpłacze. Oczywiście była ze mną babcia, która oczywiście wierzyła Pani doktor i powiedziała, że ona ma racje skoro się zna.

Włosy jak leciały tak leciały, a ja miałam stany depresyjne. Szukałam dużo informacji w sieci, ale nie wiedziałam jak odsiać fałsz od prawdy i czego tak naprawdę szukać. Cały czas w głowie  miałam symptomy niedoczynności tarczycy, ale nie chciałam wyjść na hipochondryczkę. Poszłam później do prywatnej Pani doktor - dermatolog, która ponoć była najlepsza w całym województwie.

Opowiedziałam swoją historie, powiedziałam, że ciężko zniosłam rozwód rodziców, ale to było jakieś 3 lata temu, więc nie brałam stresu pod uwagę. Pani doktor powiedziała bez badań, że nie wie dlaczego mi włosy wypadają i zaleciła mi miesięczną kurację za 600zł. Kiedy zapytałam się jej czy może być to spowodowane stresem powiedziała " może być". Zapytałam czy może być to od hormonów też stwierdziła, że "może być". Także wcisnęła mi przy okazji zabieg 3 minutowy z ciekłym azotem za 150zł. Już więcej nie poszłam do żadnego dermatologa.

Później w końcu uprosiłam moją Panią doktor o morfologie i tarczyce. Chociaż znowu byłam brana za histeryczkę. Objawy jakie mnie skłoniły o poproszenie o morfologie to; senność, szybkie tycie, pocenie się, zmęczenie, zły nastrój. Oczywiście okazało się, że miałam racje. Dostałam lek Euthyrox, który brałam pół roku. Po pół roku oczywiście nic się nie zmieniło jeśli chodzi o wypadanie, ale miałam nadzieje, że jak się tylko unormują hormony, to wszystko wróci do normy, więc byłam bardzo podekscytowana, że w końcu mój problem się rozwiązał.

Zrobiłam badania po 7 miesiącach i moje hormony tarczycowe były okay. Pomyślałam, więc że nie będę brała chemii jeśli wszystko jest w porządku. Włosy ratowałam Loxonem 2%, bo gdzieś też skojarzyłam, że mogę mieć łysienie androgenowe. Ale po Loxonie tylko więcej włosów mi wypadało więc odstawiłam. Coraz bardziej widziałam u siebie raczej objawy łysienia androgenowego niż tarczycy. Intuicyjnie traktowałam moje wypadanie jako łysienie androgenowe. Objawy jakie miałam to: senność, nieregularne miesiączki, długie cykle, nadmierne owłosienie (ale nie na głowie), trądzik, pocenie się, otyłość brzuszna, ból jajników, łakomstwo na słodkie.
Na studiach nauczyłam się umiejętności szukania informacji prawdziwych, które były potwierdzone naukowo na zagranicznych stronach. Zaczęłam szukać informacji dotyczących blokerów złego testosteronu. Znalazłam dużo informacji poświęconych wierzbownicy, palmie sabałowej, minodixilu, mięcie, dyni. Zaczęłam wszystko stosować  i od tamtej pory moje włosy wracały do dawnej gęstości. Oczywiście zajęło mi to całe studia (3 lata), ale widziałam u siebie znaczące efekty przy piciu jednego kubka wierzbownicy dziennie, plus masaże głowy, w sumie wszystko co pobudzało krążenie. Testosteron osłabia przepływ krwi w obrębie mieszka. Na studiach (kosmetologia) dowiedziałam się, że tak naprawdę naskórek jest tak silną barierą dla wszelkich substancji odżywczych, że albo coś musi mieć sporo alkoholu, albo musimy sobie zdzierać warstwę naskórka, żeby coś się do głębszych warstw dostało. W przypadku owłosionej skóry głowy żadne z tych rozwiązań nie wchodzi w grę na dłuższą metę. Dlatego też odstawiłam wcierki i postawiłam na sam masaż.

Pod koniec studiów poszłam do ginekologa, który zrobił mi USG jajników i jak się okazało co podejrzewałam wcześniej, mam książkowe PCOS. Nie zdziwiło mnie to, ale zdziwiło mojego ginekologa że nie chce brać na to hormonów. Może mogłabym brać, ale jestem bardzo niesystematyczna, więc wolę naturalne środki bez skutków ubocznych.

Zaczęłam ostatnio czytać o relacji niedoczynności tarczycy z PCOS i prolaktylemią i okazuję się że może to mieć związek z guzem przysadki (nie złośliwym) i tak też potwierdził mój nowy doktor, który specjalizuje się w chorobach tarczycy. Rozwiązania są dwa albo operacja mózgu gdzie wiadomo, że nie jest to rutynowy zabieg i gdzie guz może odrosnąć albo farmakoterapia. Na razie bardzo dobrze sobie radzę z symptomami PCOS i tarczycy więc nie robię nic w tym kierunku. Bardzo dużo daje też sama dieta. Dużo ludzi radzi sobie z PCOS niskokaloryczną dietą z ograniczeniem cukru i mięsa. Na dzień dzisiejszy włosy wypadają raz więcej raz mniej. Szczególnie widać to jak zacznę niezdrowo się odżywiać i odpuszczać zioła i zieloną herbatę. 


I taka to moja historia. Morał taki żeby zawsze słuchać swojej intuicji i chodzić do dobrych specjalistów. "


Arleta:

" Takie bum z wypadaniem było w 2013 roku. Wtedy był to skutek dość mocnego stresu bo utracenie bliskiej osoby w wypadku samochodowym. Dodatkowo wykryto wtedy u mnie chorobę tarczycy - Hashimoto. Dodając do siebie stres plus chora tarczyca mamy przyczynę wypadania włosów. Zaczęłam brać tabletki na tarczycę i problem powoli znikał, włosy wypadały coraz mniej. W 2015 roku, po porodzie pierwszego dziecka okazało się, że moja tarczyca się wyleczyła całkowicie! Włosy oczywiście zaczęły też bardziej wypadać po porodzie, ale często jest to normalne. Po jakimś czasie się unormowało i wypadało dosłownie tylko kilka włosków. W 2018 ponownie urodziłam, po porodzie też wypadały włosy ale nie jakoś mocno, po kilku miesiącach ponownie się unormowało. I teraz niecały rok temu zauważyłam, że z każdym tygodniem wypada ich coraz więcej, naprawdę byłam przerażona! Poszłam do lekarza rodzinnego, opisałam sytuację i zlecił badania. Mianowicie zawartość żelaza w tkankach. I to był strzał w 10tkę! Miałam dość sporo poniżej normy, lekarz przepisał żelazo i już pod koniec opakowania tabletek żelaza było widać że włosy dochodzą do siebie. Przez kilka miesięcy miałam spokój. I od jakiegoś 1,5 mies. znowu zauważyłam wzmożone wypadanie włosów. Myślę, że znowu mogą być to problemy z żelazem. Niestety nie jestem aktualnie tego zbadać. Jak tylko będę mogła od razu biegnę na badania i myślę, że to znowu brak żelaza w tkankach może być przyczyną. Braki żelaza pojawiły się u mnie tylko w tkankach. W krwi zawartość żelaza była w normie".
Anonim: "Wydaje mi się że wypadanie było spowodowane wymianą włosa. To był mój najgorszy czas, leciały miesiącami i nie chciało ustąpić. Innej przyczyny zdrowotnej nie było wszystko było okej jakby to nie ustąpiło to szukałabym winy w hormonach, ale później się wszystko unormowało. Oczywiście wypadają mi włosy, ale nie w takich dramatycznych ilościach. 

Konsultowałam to z dermatologiem, który okazał się wybawieniem na szczęście pierwszym i ostatnim miejmy nadzieję teraz jedynie co stosuje na wypadanie to wcierkę minovivax 2% widzę dużą różnicę. Stosuję już z ok 3-4 miesiące. Widzę poprawę w wyczesywanych włosach i duży wysyp baby hair. Możliwe że też przesadzałam z tym, ale wypadanie włosów to nic miłego. Okropny widok. Myślałam właśnie, że podłoże było gdzieś w chorobie.

Wcześniej był problem z łupieżem i to z takim że naprawdę był uciążliwy, ale przeszło po czasie samoistnie. Używałam szamponów specjalistycznych, ale to pewnie wiek dorastania więc już minęło. Aktualnie bym zapomniała mam atopowa skórę skłonna do plam itd. Ostatni czasy też mnie coś wysypało, przy skroni włosów, na linii ale również przechodzi a skutkiem była zmiana szamponu od którego na drugi dzień dostałam plam i wyglądały co najmniej jakby ktoś wypalił mi 3 czerwone placki. Stosuję teraz naprawdę delikatne szampony do skóry atopowej i widzę różnicę i z wypadaniem i z czerwoną skóra czy tam jakimiś plamkami + stosuje wcierkę i na razie zobaczymy jak to dalej będzie. "
Kinga: "Przeszłam wiele, najpierw z powodu problemów z hormonami, źle rozpoznanych, później z powodu leków na serce, aż w końcu problemy hormonalne stały się guzami złośliwymi z przerzutami i wreszcie pojawiła się odpowiedź dlaczego organizm nie działa jak należy, dlaczego tracę włosy, siłę. Korzystam z zabiegów mezoterapii, po których mam od razu karboksyterapię i to regularnie co tydzień, żeby poprawić kondycję skalpu i włosów." Karolina:
"Problem z wypadaniem włosów zaczął się kilka lat temu. Po brutalnej stracie mojego ukochanego zaczęły mi lecieć włosy garściami. Straciłam praktycznie połowę włosów. Każde mycie kończyło się dla mnie płaczem, zaczęły mi się robić zakola. Włosy były tak przerzedzone, że nie wiedziałam jak się czesać aby ukryć przerzedzoną głowę.
Wszyscy na około mi powtarzali, że to przejdzie, jak tylko wyjdę z depresji to umiarkuje mi się wypadanie spowodowane stresem.
Przez dwa lata próbowałam ratować się tabletkami na porost włosów, ale włosy jak wypadały tak wypadały. Oczywiście zrobiłam w między czasie badanie, które były całkowicie w normie.
Postawiłam na wcierki domowej roboty, jedyny który naprawdę zaczął mi hamować wypadanie włosów był to sok wyciskany z tartej świeżej czarnej rzepy. Włosy po miesiącu wypadały mniej, nawet zaczęły mi rosnąć małe włoski niestety bardzo słabe, ale i tak dla mnie było już to dużo, byłam pewna że wszytko się u mnie normuje i że problem z wypadaniem jest za mną.
Ale niestety...
Rok temu zauważyłam identyczny problem, włosy zaczęły lecieć od nowa. Byłam załamana... oczywiście wróciłam do stosowania mojej wcierki z rzepy w nadziei, że pomoże mi ponownie. Po trzech miesiącach nie zauważając zmiany skierowałam się do lekarza, który przepisał mi ponownie badania krwi. Okazało się ze mam niedoczynność tarczycy.
Jestem aktualnie na tabletkach, aby uregulować hormony, co do włosów jak na razie nie widzę żadnej większej zmiany, może nie wypadają mi garściami ale wypadają. Często robię wcierki, nakładam olej na włosy aby je wzmocnić, próbuje dbać o włosy mimo tego, że nie jestem w stanie przestać ich prostować. Teraz od tygodnia zaczęłam brać biotynę, słyszałam dużo dobrych opinii na temat brania tego suplementu, więc spróbuje może coś mi pomogą. Również przyjmę rady od was, bo czasami mam już dosyć... mimo wszystko nie tracę nadziei, że będę jeszcze cieszyć się gęstą czupryną ."
Monika:

"Ciężko określić kiedy zaczęły mi wypadać włosy. Traktowałam je bez żadnej świadomej pielęgnacji. W okresie okołogimnazjalnym jedynym problem jaki miałam z włosami było przetłuszczanie, więc codziennie były myte rypaczem. Były w miarę gęste i długie. 


Później było coraz gorszej, włosy się stopniowo przerzedzały. Natknęłam się wtedy na stare zdjęcia i przeżyłam szok że miałam kiedyś o wiele więcej włosów - nie widziałam tego, właśnie przez tą stopniowość przerzedzania. Byłam wtedy głupia i zła na cały świat, tym bardziej na włosy, więc zamiast o nie dbać to jeszcze bardziej je katowałam. W końcu poszłam do fryzjera i obcięłam włosy przed ucho, załamana tym jak wyglądam. Włosów miałam ze trzy razy mniej niż kiedyś.
Niestety mimo obcięcia włosy nadal wyglądały tragicznie, w pewnym momencie na głowie miałam trzy włosy ja krzyż, nawet ciężko to było nazwać włosami - po prostu zwisały takie smętne piórka.

Zaczęłam szukać pomocy. Poszłam do trychologa - niestety żałuję wydanych tam pieniędzy. Owszem było spojrzenie na skórę głowy, ale na pewno nie od specjalistycznej strony. Pani trycholog stwierdziła że mam łupież i zatkane mieszki włosowe więc dała mi wcierkę oczyszczająca i szampon. (Tzn ja kupiłam, ile tam kasy zostawiłam nie pytajcie, żałuję każdej złotówki, ale byłam zdesperowana).
Jakiś czas po trychologu poszłam do dermatologa. Pani przepisała mi wcierki (minovivax, alpicort) które chyba trochę pomogły. Teraz używam ich już sporadycznie, zresztą od początku miałam problem z systematycznością jeśli chodzi o wcieranie. Badania krwi (w tym hormony tarczycy) na tamten czas były okej, co mnie martwiło bo nie mogłam znaleźć przyczyny. Gdyby wyszło coś nie tak, byłoby wiadomo dlaczego włosy lecą i jak to eliminować.

W głównej mierze włosy przestały mi tak wypadać dzięki świadomej pielęgnacji, wyeliminowaniu złych szamponów. Polecam sprawdzić czy nie jesteście uczulone na CB.
Nadal walczę z wypadaniem,ale dzięki myciu włosów rzadziej, stosowaniu metod CG i OMO, unikaniu częstego czesania, włosy już tak nie wypadają. O właśnie, nie napisałam o najważniejszym: przez długi czas wyniki były okej. Badałam specjalnie hormony tarczycy bo mam w rodzinie choroby tarczycy. Ale nic. Można powiedzieć że niedoczynność pojawiła się nagle, mimo że włosy wypadały już wcześniej. W przeciągu kilku miesięcy z wyników w normie skoczyłam w niedoczynność i biorę leki. Mam wrażenie że jest lepiej. Także polecam regularnie badać tarczycę bo może być okej i nagle cyk okazuje się że jednak musisz się leczyć."

Patrycja:



"Skąd Ja to znam...
Najpierw u lekarza rodzinnego zgłaszałam problem - wysłał mnie na badanie krwi pod kątem hormonów tarczycy i żelaza. Wszystko w normie.

Potem odesłał mnie do stomatologa, żeby sprawdzić, czy psujące się zęby nie są przyczyną. Zęby zdrowe i systematycznie leczone.

Potem do ginekologa - wszystko w normie.

W końcu rozłożył ręce i stwierdził, że to stres. Potem był dermatolog i specyfiki zalecane przez niego (na swędzące krostki na skórze głowy i na wypadanie). Z własnej kieszeni zrobiłam rozszerzone badania hormonów i poszłam z tym do trychologa, który stwierdził, że to wygląda jak łysienie androgenowe, ale hormony mam przecież w normie...

Wszyscy rozkładali ręce, a problem nie ustępował. Wszyscy stwierdzili, że to przez stres. Aż w końcu sama w to uwierzyłam...
Generalnie potencjalnych przyczyn widziałam wiele. Jakieś 8 lat temu przeżyłam bardzo stresująca sytuację, a podobno stres wpływa na wygląd mieszków włosowych, przyspieszając ich starzenie się i co za tym idzie wypadanie. Z problemem borykam się od około 2015 roku. Do tego dochodził stres ze studiów, chemia wokół mnie (dosłownie, bo studiowałam na wydziale chemicznym) i zaniedbana dieta.
Teraz staram się zdrowo odżywiać, wysypać, nie stresować. Używam wcierek i zmieniłam szampony na łagodniejsze. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Raz mam wysyp baby hair, a czasem jakby przestój. Choć włosy rosną bardzo szybko zaraz po obcięciu u fryzjera."

Martyna:



"Zaczęło się od podrażnionej skóry głowy po farbowaniu (reakcja alergiczna), później pojawiło się przesuszenie, które zlekceważyłam myśląc że samo przejdzie. W końcu skóra głowy była tak mocno przesuszona, że aż bolała i doszło jeszcze do tego zapalenie mieszków włosowych. Ogólnie zrobił mi się straszny stan zapalny skóry głowy, a włosy wypadały tak, że po jednym myciu odpływ w wannie się zatykał.

Poszłam do trychologa, który zbadał skórę pod powiększeniem i to był dramat. Tak czy inaczej przepisano mi pillingi, odkażanie olejkiem herbacianym i myślę, że najbardziej pomógł mi właśnie pilling, cerkogel a później glutek z siemienia lnianego i rozwadnianie szamponów /mycie odżywką.
Byłam z tym też u dermatologa to stwierdził, że nie widzi nic niepokojącego i przepisał mi szampon na łupież, drugi dermatolog tak samo."

Asia:

"Mam włosy falowane. Zauważyłam wzmożone wypadanie włosów ok. roku temu. To było straszne. Straciłam może 3/4 swoich włosów. Nie wiedziałam co jest nie tak. Myślałam, że to stres, przesilenie jesienne, pogoda. Poszłam do kilku specjalistów. Każdy twierdził coś innego.

Okazało się, że to jest choroba skóry głowy - łojotokowe zapalenie skóry głowy. Przy większych nasileniach stresu, skóra zaczyna się bardziej łuszczyć, nie oddycha i włosy wypadają. W życiu nie domyśliłabym się, bo wszystko było w porządku. Zauważyłam, że włosy wypadają mi w trochę większej ilości przy myciu, a później podczas mycia zaczęłam je wyciągać pasmami. Bałam się ich dotknąć. Bałam się umyć włosy. Bez mycia pozostawałam tak długo, jak było to możliwe.

Dermatolog, która zdiagnozowała u mnie ten problem powiedziała, że można to podleczyć. Dostałam wcierkę ze sterydami i piankę na większe ogniska zapalenia i suplementy diety. Przyjmowałam gelacet (polecam) i vitapil. Niektórzy dermatolodzy wolą to. Suplementacja, wcierka przez ileś dni. Wszystko na receptę. Po moich przygodach, proszę mi uwierzyć, że dermatolodzy nie są jacyś dobrzy, są znikomo przeszkoleni. Dermatolog, która mi pomogła potraktowała mój problem zdawkowo tzn. zajęła się leczeniem skóry głowy niż samym wypadaniem. Zignorowała to. A jest to straszne, bo my kobiety chcemy o te włosy zadbać.
Częsta zmiana kosmetyków u mnie. To powoduje u mnie wypadanie. Dbam o nie świadomie 8-9 miesięcy i wypróbowałam wiele produktów. Niektóre mi nie służą. Po zmianie i użyciu włosy i skóra nie reagowały na to dobrze."
POZOSTAŁE KRÓTKIE HISTORIE

Karina:
"Ja w tym momencie straciłam połowę włosów. Nałożyły się dwie przyczyny - w sierpniu urodziłam drugie dziecko, a w grudniu złamałam nogę co wiązało się z dużym stresem i narkozą. Codzienne zbieram kłębek włosów. Od dwóch miesięcy w ruch poszły wcierki (jantar, który nie zrobił mi nic, obecnie medikomed i powoli pojawiają się bejbiki). Od wczoraj biorę vitapil mama, od jutra wchodzi pokrzywa do picia, oraz natka pietruszki do wszystkiego. Po wypłacie zamawiam ze dwie, trzy różne wcierki u Agnieszki i będę dalej działać."


Ada:


"Ja z powodu przewlekłego stresu straciłam 3/4 swoich włosów Niestety przez sytuacje życiową nawet nie zauważyłam kiedy to się stało. Dopiero ok 2 lat temu jak zobaczyłam na zdjęciu swój profil głowy, gdzie były mega przeswity się załamałam.

Brałam Revalid przez 3 miesiące i kuracje Vichy dwukrotnie. Cudów oczywiście nie było ale chociaż mniej wypadały. Dopiero od pół roku wciągnęłam się przez Agnieszke Niedziałek, którą przez przypadek zobaczyłam na Youtube. Zaczęłam świadomą pielęgnację Przynajmniej się staram.Wcierki to dla mnie świętość i odkrycie życia. Włosy w końcu zaczynają jako tako wyglądać, nie łamią się (wcześniej całe pościel po nocy była w moich włosach). I przede wszystkim mam baby hair Wiadomo, że nie spodziewam się powrotu gęstej czupryny ale jest nadzieja, że nie będę łysa."


Magda:


"Ja mam z natury proste włosy ale również mam problem z włosami, którego nie do końca rozumiem, może któraś miała lub ma coś podobnego?
 Miałyście gęstą bujną czuprynę od dziecka, a w raz w wiekiem włosy na całej długości się przerzedziły, chodzi mi o ilość włosów na długości (a nie grubość)? Z gęstych włosów, w dużej ilości została mi 1/2, może nawet 1/3 tego, co miałam.

Włosy nie są suche, pokruszone, wręcz odwrotnie niskopory, są gładkie i lśniące w dotyku). Z kolei na całej głowie mam wysyp baby hair, dosłownie na czubku głowy, karku, po bokach- wychodzą z tych włosów długich i tak już 3 lata może sytuacja wygląda i wciąż ilość włosów ta sama, nie jestem pewna czy te bejbiki w ogóle rosną dalej (nie widzę różnicy na przestrzeni lat).

Im dłuższe się robią, tym na długości coraz więcej prześwitów? 7 lat temu miałam silny wypadek, 7 razy pod narkozą i operacje ale ciągle stosowałam świadomą pielęgnacje, dieta w porządku, hormony wyleczone a problem jak był tak jest- stres był i jest i tego nie uniknę, ale dziwne jest to, że mam taki wysyp babyhair ale na długości ciągle to samo (mimo dobrej, dopasowanej pielęgnacji)."


Anna:

"Witam. Włosy zaczęły mi się przerzedzać 2-3 lata temu. Zawsze były cienkie. Badania wyszły w normie. Powodem był stres. Stosuję wcierke Minovivax 5% (jest na receptę) i to pomaga. Jest dużo baby hair i nie ma już takich prześwitów.'

Michalina:

"Cześć dziewczyny. Ja również zmagam się z wypadaniem włosów już od ponad 10 lat. Nierównowaga hormonalna, hashimoto. To, co ja zauważyłam, to to ze przy stosowaniu porad CG, głownie chodzi o stylizatory, moje włosy wypadają znacznie bardziej, dlatego sporadycznie je definiuję. Myślę, że przy codziennej stylizacji po miesiącu zostałabym z połowa włosów, które teraz mam. "

Anna:

"U mnie około roku po ciąży, włosy najpierw zaczęły wypadać po mału a później mogłam wyciągać sobie z głowy je garściami, do tego 30 kg w plusie. Po wielu lekarzach i bardzo długo trwała moja tułaczka, aż wreszcie trafiłam na człowieka, który od razu postawił bezbłędną diagnozę. Zlecił odpowiednie badania i pokierował do dalszych specjalistów. I tak okazało się, że walczę z niedoczynnością tarczycy Hashimoto (moja tarczyca jest wielkości jak u 3 letniego dziecka), insulinooporność, alergie wziewne, zespół jelita drażliwego i masę nietolerancji. Niestety codziennie łykam garść leków (Letrox, Metformax, Clatra, Asmenol i inne) ale efekty są, włosy wypadają ale myślę, że taka ilość jest jak najbardziej normalna. Od kilku miesięcy staram się bardzo stosować świadomą pielęgnację i jakże byłam szczęśliwa gdy moja fryzjerka mnie pochwaliła. I czuje wreszcie, że odzyskuje moje włosy."



Co łączy wszystkie te historie?
Łączy je więcej niż może się wydawać. Zauważcie ile jest przyczyn! Niedoczynność tarczycy, zła dieta, łysienie na tle hormonalnym, PCOS, stres, nieodpowiednia pielęgnacja, uczulenie na poszczególne składniki... i wiele innych. Do tego niekompetencja specjalistów (w większości przypadków). Odsyłanie do innych specjalistów wydaje się być znajome, prawda? Niech rękę podniesie ten, kto się z tym nie spotkał i już na pierwszej wizycie wiedział, że coś jest nie tak.

Oczywiście, nie mówię że wszyscy specjaliści są niekompetentni, bo zdarzają się przypadki cudownych ludzi. Jednak większość wizyt kończy się podobnie... "Ma Pani gęste włosy, czego Pani chce!", "Ja się na tym nie znam". "Pani/Pana wyniki są w normie, po co szukać głębiej?". "Wymyśla Pan/Pani"... i tym podobne. Koniec końców krążymy po gabinetach przez wiele lat, wydając swoje ciężko zarobione pieniądze na rozpoznanie problemu. Tego czasu, pieniędzy i zdrowia już utraconego nikt nam nie zwróci. Nieleczony problem może nieść za sobą poważne konsekwencje, dlatego warto szukać do upadłego! Nigdy nie lekceważcie problemu wypadania włosów. 

Jasne, część takich przypadków nie zwiastuje niczego poważnego. Jednak większość z nich już świadczy o poważnym problemie naszych organizmów. Zobaczcie tylko ile jest niezdiagnozowanych przypadków. Ile osób dalej walczy z wypadaniem włosów, ile wciąż szuka przyczyny.

Swoją pomoc dostałam dopiero po 4 latach biegania między gabinetami! Nie podważam kompetencji moich lekarzy/specjalistów prowadzących, ale skąd mogę mieć 100% pewność, że teraz trafiliśmy w dziesiątkę? Mogę. Moja aktualna potencjalna przyczyna jest najbardziej prawdopodobna ze wszystkich jakie kiedykolwiek usłyszałam. 

Analiza, analiza i jeszcze raz nieugiętość. Niestety teraz tylko takie zachowanie może nam pomóc i nas uratować. Wierzę w to, że problem wypadania włosów z czasem przestanie być lekceważony przez społeczeństwo. Przez Was i specjalistów. Wypadanie to tylko jeden ze znaków, że coś niedobrego się z nami dzieje. Wierzę w to, że gdy tylko stwierdzicie, że włosy wypadają Wam w wzmożonej ilości szybko coś z tym zrobicie. Tak samo jak idziecie do dentysty z bolącym zębem. Działacie od razu, prawda?

Tak samo trzeba zrobić i w tej kwestii. Badania, wizyty u specjalistów aż do skutku! Nie chodzi już o same włosy, tylko o Wasze cenne zdrowie.

Dziękuję za uwagę. Dla wszystkich wielkie podziękowania i życzenia zdrowia oraz wytrwałości!

Buziaki! 

WIZYTA U TRYCHOLOGA - TRYCHOLOG AGATA SUSKA, HAIR&SKIN THERAPY

Hej!

Minęło sporo czasu od mojej wizyty u trychologa, już ponad miesiąc. Post przedłużył się w czasie z wielu względów, niemniej w końcu jest! :) Za zgodą Agaty Suska, w poście udostępniam zdjęcia z wizyty (z kamerki trichoskopowej).

Uprzedzając pytania, na wizytę udałam się prywatnie, zapłaciłam za nią. Nie jest to forma reklamy ani promocji. Przedstawiam Wam swoje wrażenia, jakich zaznałam. :)
Z problemem wypadania włosów zmagam się już kilka ładnych lat. Kto jest ze mną od początku ten doskonale wie, jakie katusze przeszłam, żeby znaleźć przyczynę. Dla nowych z Was, wszystko znajdziecie w poście: "Mój problem z wypadaniem włosów - PRZYCZYNA, LECZENIE, POSTĘPY.", gdzie wszystko jest opisane i podlinkowane.

Z wielu względów postanowiłam zmienić trychologa. Akurat miałam okazję i trafiłam do Warszawy, gdzie udałam się do Agaty Susks. Od początku swojego istnienia w sieci jako CURLYCLAUDIE, bacznie obserwuję poczynania Agaty jako trychologa. Od samego początku byłam zachwycona jej wiedzą, którą dzieliła się publicznie. Pozytywne opinie jeszcze bardziej pchnęły mnie "w jej ręce". Do rzeczy!

Jeszcze przed wizytą miałam z Agatą dobry kontakt, tj. opisałam swoją historię od początku do końca. Wysłałam wyniki badań oraz wykonałam kolejne, które mi podpowiedziała przed przyjazdem. Początkowo miałyśmy "spotkać się" online, ale stanęłam na głowie żeby dojechać do Warszawy niemal z drugiego końca Polski. Złożyło się tak, że na wizytę udałam się z kompletem badań i zaczęło się!

Pierwsze wrażenie (przed wywiadem i rozpoczęciem wizyty): czysty i bardzo przytulny gabinet. Niesamowity klimat, tak żeby pacjent poczuł się swobodnie. Tak też było. Mimo kilkunastu godzin na nogach byłam w stanie się odprężyć.

Wizytę rozpoczęłyśmy wywiadem. Padły pytania o wiele kwestii (leki, choroby, stres, sposób odżywiania, alergie itp.). Okazałam aktualne wyniki badań (mimo, że wcześniej przesłałam wszystkie drogą mailową). Na temat zdrowia wewnętrznego rozmawiałyśmy chwilę, po czym Agata przeszła do badania skóry głowy. Może napiszę Wam co zostało zbadane. :)

» napięcie skóry głowy - czynność polegała na delikatnym przesuwaniu skóry głowy, aby sprawdzić jak bardzo jest napięta. Z tą czynnością spotkałam się po raz pierwszy! Poprzedni trycholodzy tego nie robili.;
» test pociągania - czy przy przeczesaniu włosów rękami, jakiekolwiek na nich zostają. U mnie oczywiście zostają, czyli takowy test wyszedł DODATNI.;
» ocena skóry głowy - normalna, sucha czy tłusta, wrażliwa czy podrażniona.;
» keratynizacja naskórka - inaczej rogowacenie o ile dobrze zrozumiałam i później jeszcze raz doczytałam.;
» miniaturyzacja mieszków włosowych;
» puste mieszki włosowe;
» zespoły mieszkowe - ile włosków wyrasta z danego mieszka włosowego;
» łodyga włosa;
» największy ubytek włosów - chodzi głównie o miejsce na głowie;
Na podstawie powyższych, było wiadomo czy i jaki mam problem. Nie ma aż takiej tragedii jeśli chodzi o stan mojej skóry głowy. Ukrwienie jest, mieszków pustych niemal brak, bez problemów skórnych. Otrzymałam wskazówki pielęgnacyjne, tj. jak często i jaki peeling dla mojej skóry głowy, jaki szampon (Agata zwróciła uwagę na pH moich aktualnych szamponów!). Z tym też spotkałam się po raz pierwszy.
(widoczne ukrwienie skóry głowy)
Nasza wizyta trwała ok. 45 minut. Krótki wywiad oraz badanie, ale to nie koniec, jak niektórym może się wydawać! Po kilku dniach otrzymałam na maila pełne zalecenia. I tu mi szczęka opadła (w pozytywnym sensie!).

W zaleceniach pojawiło się wszystko, tj.

» zalecenia dot. pielęgnacji skóry głowy (to co usłyszałam już w gabinecie);
» zalecenia dot. suplementacji (dobranej INDYWIDUALNIE do mojego problemu);
» konkretny wykaz suplementów polecanych przez Agatę, odpowiednia dla mnie dawka na dzień;
» zalecenia wykonania kolejnych badań na następną wizytę (część jest do skontrolowania po czasie brania suplementów);
» podstawy diety dla zdrowej skóry i włosów (to co powinnam wyrzucić i to co włączyć do codziennej diety);
» rozpiska w czym znajdę konkretne witaminy i minerały;
» informacje dodatkowe, np. w moim przypadku metody walki ze stresem;
» NA KONIEC prawdopodobne przyczyny wypadania włosów w moim przypadku;

I tu rozwieję Waszą ciekawość. Najprawdopodobniejszą przyczyną i moim problemem jest problem z jelitami. O tym zaczęłam myśleć już jakiś czas przed wizytą, a ta tylko potwierdziła moje przypuszczenia. Mój organizm ma problem z wchłanianiem wszystkiego co dobre. Podejrzenie padło na: SIBO, przerost Candidy. Tym samym otrzymałam listę dietetyków klinicznych polecanych przez Agatę pod mój problem. Na wizytę już się umówiłam, 24 czerwca trzymajcie kciuki! :)

Kolejnym problem są hormony. Androstendion, testosteron i prolaktyna. Problem z gospodarką cukrową lub tarczyca. O tym przekonamy się na 100%, gdy tylko wykonam odpowiednie badania krwi. W razie potrzeby będę poszukiwała NAJLEPSZEGO endokrynologa w Polsce! Macie kogoś? ;)
Tym razem nie będę dzieliła się z Wami swoją aktualną suplementacją, ponieważ została ona dobrana pod mój problem i nie chciałabym aby ktoś się tym zasugerował, jeśli chodzi o jego osobę.

Podsumowując: z wizyty u Agaty Suska jestem zadowolona w 100%! Do każdego pacjenta podchodzi indywidualnie i z pełnym zaangażowaniem. Moim zdaniem wiedza Agaty jest nieoceniona! W końcu ktoś spojrzał na mój problem specjalistycznym okiem i naprawdę doradził. Teraz podejmuję dalsze kroki, aby zadbać o włosy, ale przede wszystkim o siebie! Psychicznie czuję się dużo lepiej. Poczułam, że da się coś z tym zrobić, a Agata mi w tym pomogła! W określonym czasie znów się spotkamy i będziemy działały dalej! :) Polecam Wam z całego serducha! Jeśli ktoś podobnie jak ja tylko bujał się od specjalisty do specjalisty i nic z tego nie wynikło, warto odwiedzić Gabinet Trychologiczny Agaty Suska. Gwarantuję, że nie pożałujecie.

Aktualnie mija prawie miesiąc od rozpoczęcia suplementacji oraz wdrożenia zaleceń. We włosach nie widzę jeszcze różnicy, bo na to potrzeba ok. 3 miesięcy. Zauważyłam różnicę w swoim zachowaniu i organizmie. Jestem bardziej wyciszona, nie stresuję się już aż tak swoim problemem. Podejrzewam, że podejście Agaty bardzo mi w tym pomogło. Zamiast się denerwować i lamentować - działam! Wiem co mam robić i robię to konsekwentnie.

Jeśli chodzi o organizm, rzadziej chodzę zmęczona i przytłoczona. Nie wiem, czy wypłynęła na to sama suplementacja, czy również moja podświadomość się uspokoiła. Nie ciągnie mnie do słodkiego (po wprowadzeniu koktajli owocowo-warzywnych). A miałam z tym spory kłopot, który tylko działał negatywnie na mój problem. Częściej jestem wypoczęta, nawet jeśli chodzę spać o późnej dla mnie porze.
(zobaczyłyśmy nawet stan końcówek kilku włosów!)
Dzięki wizycie nauczyłam się pić odpowiednią ilość wody dziennie! Kiedyś mogłam przeżyć dzień wypijając dwie szklanki płynu. Najczęściej słodzonego. Podczas przymusowej kwarantanny po powrocie z urlopu, początkowo wciskałam sobie wodę na siłę, żeby się nauczyć po nią sięgać. Teraz nie mam z tym problemu! 1,5l wody dziennie to dla mnie pikuś! Również dzięki temu rzadziej sięgam po napoje słodzone. Przyszło mi to dosłownie z dnia na dzień. Wiadomo, jestem tylko człowiekiem, więc czasem się złamię, ale robię to już sporadycznie. :)

Trycholog Agata Suska ma też coś ciekawego dla Was! Coś, co pomoże Wam poznać przyczyny wypadania włosów, metody ich leczenia oraz odpowiednie zabiegi! W poniższym linku znajdziecie bezpłatnego EBOOKa na ten temat. Wystarczy zapisać się do newslettera. Ja już swój odebrałam! :)

https://www.agatasuska.pl/wypadanie-wlosow/

Kontakt z trycholog możecie nawiązać poprzez stronę gabinetu: 

https://www.agatasuska.pl/kontakt/

Tym miłym akcentem kończę swoje wypociny. Na bieżąco będę informowała o przebiegu leczenia, konsultacji z dietetykiem i innych.

Buziaki!

PS. Pytanie do mieszkających w UK! Dotyczy badań krwi. Jak to ogarnąć? Można je zrobić odpłatnie, czy jedynie ze skierowaniem od lekarza prowadzącego? Kilka będę musiała wykonać w najbliższym czasie, ale nie mam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Będę wdzięczna za podpowiedzi. 

THE MANE CHOICE, EXOTIC COOL-LAID, Luscious Lychee & Dragon Fruit Definition of Definition GEL-LO

Hej!

Pomału wygrzebuję się z zapasów kosmetyków, których narobiłam przez ostatnie miesiące. :D
Zapomniałam jakie niektóre z nich dają efekty, więc używam "na nowo", robię fotki i tym sposobem mam kilka recenzji!

THE MANE CHOICE, EXOTIC COOL-LAID, Luscious Lychee & Dragon Fruit Definition of Definition GEL-LO

Skład:

Water (Aqua), Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit Extract, Hylocereus Undatus (Dragonfruit) Fruit Extract, Hippophae Rhamnoides (Seaberry) Fruit Oil, Ascorbic Acid (Vitamin C), Biotin, Cholecalciferol (Vitamin D), Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Mentha Arvensis (Wild Mint) Leaf Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Retinyl Palmitate (Vitamin A), Serenoa Serrulata (Saw Palmetto) Fruit Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Urtica Dioica (Nettle) Extract, VP/VA Copolymer (polimer), Glycerin, Ethylhexylglycerin (Derived From Plants - konserwant), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Red 33 (CI 17200), Yellow 5 CI (19140), Aminomethyl Propanol (rehgulator pH), Fragrance (Parfum & Essential Oil Blend)

ZAPACH: słodki, owocowo-mandarynkowy.
KOLOR: różowy.
KONSYSTENCJA: zbita, galaretkowata.
CENA: 70 - 80 PLN.
POJEMNOŚĆ: 356ml.
OPAKOWANIE: solidny, plastikowy słój.
DOSTĘPNOŚĆ: strona producenta, zagraniczne strony z kosmetykami, np. www.kiyobeauty.com.
WYDAJNOŚĆ: bardzo wydajny.
ZGODNY Z CG: tak.

O składzie:

Humektantowo - emolientowy, bogaty w ekstrakty, działające odżywczo na włosy. 

Efekty i działanie: 

Po stylizatorze The Mane Choice Crystal Orchid Biotin Infused Styling Gel, zauroczyłam się w marce The Mane Choice! Postanowiłam przetestować ich kolejne produkty, również stylizujące. 

The Mane Choice Exotic Cool-Laid nieco różni się od poprzedniego żelu z biotyną. Jest bardziej zbity i treściwy, co przekłada się na jego wydajność i sklejenie loków. Mimo galaretkowatej konsystencji nie obciąża włosów ani nie skleja ich w mocno zbite strąki. Te oczywiście się pojawiają, ale są łatwe do odgniecenia, a po tej czynności włosy są zaskakująco miękkie i mięsiste, nawet spulchnione. 

Żelo-galaretka definiuje, podbija i utrwala skręt. Jak na żel jest bardzo lekki i spokojnie można go stosować w duecie z innymi stylizatorami. 
EXOTIC COOL-LAID, podobnie jak Crystal Orchid Biotin, nadaje nieziemskiej objętości włosom! Aktualnie moje włosy zrobiły się cienkie (wypadanie), więc jeśli chcę wyhodować lwią grzywę na głowie, sięgam właśnie po THE MANE CHOICE EXOTIC COOL-LAID. W moim przypadku żel świetnie współgrał z Kemonem Hair Manya Hi Density Curls. 
Należy jednak uważać przy myciu humektantowym. Jeśli takowe zrobiliście w danym momencie, połączcie żel The Mane Choice z emolientową odżywką b/s, ponieważ może pojawić się puszek. :)

EXOTIC COOL-LAID sprawdził się też świetnie jako reanimator! Mimo zbitej konsystencji pozostawił włosy lekkie, miękkie i zdefiniowane! Nie było widać, że są odświeżane.
Podsumowując, The Mane Choice Exotic Cool-Laid jest bardzo dobrym stylizatorem. Może nie jest to szał pał, jak w przypadku kilku moich poprzedników, ale zasługuje na równie wysoką ocenę. Z włosami robi same cudeńka. Jeszcze NIGDY nie miałam po nim BHD, a stosuję go dość często. :) Do tego wydajność i cena, myślę że warto zainwestować w COŚ pewnego, co starczy na długi czas.

To nie ostatni produkt The Mane Choice jaki mam w posiadaniu! Niebawem podzielę się z Wami kolejnymi recenzjami, a ty czasem zabieram się za post z relacją z wizyty u trychologa. Mamy przyczynę wypadania włosów!

Buziaki!