BOUCLEME, CURL DEFINIG GEL

Hej!

Bez zbędnego przedłużania, mam dla Was kolejną recenzję stylizatora! Wiele z Was może go kojarzyć z zagranicznych kont Instagrama. Cieszy się dużą popularnością wśród kręconowłosych za oceanem. Efektami po jego użyciu poniekąd zachwyciłam się również ja. W końcu, czemu by nie spróbować? :)

BOUCLEME, CURL DEFINING GEL

Skład:

AQUAGLYCERINALOE BARBADENSIS LEAF EXTRAXTXANTHAN GUMPOLYGLYCERYL-3 CAPRATEPUNCIA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACTARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OILLINUM USITATISSIMUM (LINSEED) SEED OILCOCOS NUCIFERA (COCONUT) OILCITRUS AURANTIUM BERGAMIA (BERGAMOT) FRUIT OILCITRUS GRANDIS (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACTTILIA CORDATA (LINDEN) FLOWER OIL LITSEA CUBEBA (MAY CHANG) OILMAGNOLIA FLOWER OILMAGNOLIA LEAF OILCITRUS NOBILIS (MANDARIN) REED) PEEL OILORIGANUM MAJORANA (MARJORAM SWEET) LEAF OILCITRUS AURENTIUM DULCIS (ORANGE) PEEL EXTRACTPALMAROSA LEAF OILPATCHOULI LEAF OILROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF ESSENTIAL OILMENTHA PIPERITA (PEPPERMINT) LEAF ESSENTIAL OILSTYRAX TONKINENSIS (BENZOIN) RESIN EXTRACTRICINUS COMMUNIS (CASTROL) SEED OILBENZYL ALCOHOLDEHYDROACETIC ACIDLIMONENELINALOOLGARANIOLCITRALBENZYL BENAZOATE.

ZAPACH: intensywny, cytrusowy.
KOLOR: delikatnie żółty, mleczny.
KONSYSTENCJA: lejąca się, delikatna.
CENA: 50 - 110 PLN.
POJEMNOŚĆ: 117ml/300ml.
OPAKOWANIE: solidna, plastikowa butelka.
DOSTĘPNOŚĆ: www.loczek.pl
WYDAJNOŚĆ: wydajny.
ZGODNY Z CG: tak.

O składzie:

Mocno emolientowy, z dodatkiem humektantów. Z racji, że nawilżacze są na pierwszych miejscach w składzie (głównie gliceryna), stylizator może puszyć.
Efekty i działanie:

BOUCLEME CURL DEFINING GEL zawiera w sobie kokos, a dokładniej olej kokosowy. Moje włosy go wręcz nienawidzą. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po użyciu BOUCLEME na mojej głowie pojawił się GHD! Pierwszy kosmetyk z kokosem w składzie, który moje włosy zaakceptowały. Nie wiem jak to się stało, być może "winny" jest dobrze skomponowany skład. Tak czy inaczej, od pierwszego użycia byłam do niego nastawiona pozytywnie.
Żel bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, ma lejącą i śliską konsystencję. Z początku ciężko dobrać jego ilość. Łatwo można przesadzić i obciążyć włosy. BOUCLEME trzeba wyczuć.

Mimo delikatnej konsystencji zbija włosy w pasma. Definiuje od samej nasady. Nie skleja, lecz po wysuszeniu pozostawia delikatne strączki do odgniecenia. Jak na bogaty skład, jest zaskakująco lekki dla włosów. Dzięki temu można go stosować również w duetach z innymi produktami stylizującymi. Moim zdaniem sprawdzi się najlepiej na typie skrętu 3. Dla typu 2. (fal) może być za ciężki, ale to kwestia indywidualna. Zależy co lubią Wasze włosy.

BOUCLEME CURL DEFINING GEL definiuje i podbija skręt. Loczki po nim są zbite i miękkie. Nie pojawia się efekt sklejenia, ani tłustych włosów (jeśli nałożycie za dużo). Żel nie pozostawia na włosach tłustego filmu. Jest naprawdę bardzo delikatny, mimo swojego mocno emolientowego składu.

Jako produkt solo może być za słaby, ponieważ nie utrwala dostatecznie. Wtedy może pojawić się problem odstających i rozwianych włosów.

W duecie z dobrze dobranym drugim produktem, nadaje włosom sporej objętości i utrwala na znacznie dłuższy czas. Można z nim kombinować na wiele sposobów, jednak trzeba mieć na uwadze dużą ilość emolientów.
Co do puchu, czasem się pojawia, czasem nie. Jednak w moim przypadku częściej TAK. Tym bardziej jeśli nałożę żel solo. W duecie jeszcze idzie to jakoś zniwelować. Podejrzewam, że to wina pierwszych dwóch składników - humektanty (w tym zmora - gliceryna). Osobiście na puch nigdy się nie boczę, bo go lubię. :) Kwestia gustu jak do tego podejdziecie.

Podsumowując, BOUCLEME CURL DEFINING GEL według mnie jest produktem godnym uwagi. Pierwszy kosmetyk z kokosem, który nie zasiał spustoszenia na mojej głowie! Tak jak kokosa nienawidzę, tak żel BOUCLEME bardzo polubiłam. Zawsze stosuję w towarzystwie innego stylizatora dla jeszcze lepszych efektów. Jeśli Wasze włosy również nie pokochały się z kokosem, CURL DEFINING GEL może zmienić Wasze dotychczasowe odczucia. :)

Dla mnie produkt, a konkretnie jego specyfikacja ma jeden minus. Zapach. Niby cytrusowy i delikatny, ale mój nos skojarzył go z zapachem PASTY DO BUTÓW, takiego zwykłego KIWI. Już tego nie odwącham, co nieco utrudnia mi współpracę z żelem.

Poniżej Wasze efekty!

Paulina :)

Ola :)

Magda :)

Maria :) 

Aneta :) 

Jakie są Wasze odczucia i opinie na temat powyższego stylizatora? :) Dajcie znać!

Buziaki!


WYPADANIE WŁOSÓW - WASZE OPOWIEŚCI

Hej!

Jakiś czas temu poprosiłam Was w wielu miejscach o podzielenie się Waszymi opowieściami dotyczącymi wypadania włosów. Nie chciałam rozbijać tego na kilka postów, więc zebrałam to w jednym. Tekstów nie zmieniałam, przekopiowałam i poprawiłam jedynie to co trzeba.

Co to ma na celu? Uświadomienie, że wypadanie włosów nie jest zjawiskiem, które można lekceważyć! Pisałam o tym już wielokrotnie, że wzmożone wypadanie włosów jest znakiem od organizmu, że w tym dzieje się coś niepokojącego, coś na co warto zwrócić uwagę.

Jeśli post jest dla Ciebie za długi i wiesz, że nie podołasz i nie przeczytasz go do końca, mam jedną prośbę. Przeczytaj sam koniec, to krótkie podsumowanie.

Mój przypadek już z pewnością znacie, dla tych którzy są tu pierwszy raz odsyłam do postów i zakładki "wypadanie włosów":

"Mój problem z wypadaniem włosów."
"Mój problem z wypadaniem włosów - przyczyna, leczenie, postępy." 


A teraz czas na Was!

Patrycja:

"Moja historia zaczyna się 10 lat temu. Wraz z pójściem do liceum zaczęły się problemy z wypadaniem. Na początku było to kilka włosków, myślałam: "nahhh tylko przesilenie, stres związany ze szkołą".

Pewnego razu biorąc prysznic wraz z nakładaniem odżywki na włosy wyciągnęłam cały pukiel włosów. Ogromnie się przeraziłam i pobiegłam od razu do babci, aby jej o tym powiedzieć. Stwierdziła, że przesadzam. To trwało z 4 miesiące, a za każdym razem włosów na szczotce było więcej.

Przeczytałam wszystkie artykuły na temat wypadania włosów. Na własną rękę zaczęłam brać różnego rodzaju suplementy takie jak: skrzypovita, pokrzywa, drożdże. W szkole zaczęły się komentarze typu "no rzeczywiście dużo włosów Ci wypada", "Chyba łysiejesz". Miałam dużo włosów więc efekt wizualny wypadania nie był od razu widoczny.
Po 4 miesiącach zaczęły pojawiać się prześwity bo bokach, zakolach i najwięcej wypadało włosów przy myciu. Zaczęłam wpisywać w Google hasła "Przerzedzanie się włosów po bokach" "wypadanie przy myciu" i trafiłam na jakiś wpis o skutkach niedoczynności tarczycy. Powiedziałam o tym rodzinie, oczywiście nie wzięli tego na serio. Chyba raczej traktowali tą całą sprawę z wypadaniem jako wybuchy wieku nastoletniego niż poważną sprawę zdrowotną. Całe dnie płakałam, że będę łysa. Zaczęłam nawet oglądać peruki.

W końcu ulitowali się nade mną i poszłam pierwszy raz do dermatologa - państwowo. Pani z rejestracji powiedziała żebym nie myła włosów przed wizytą bo Pani doktor musi zobaczyć skórę głowy. Poszłam na wizytę, po czym przeglądając moje włosy Pani doktor stwierdziła że wypadają mi włosy bo ich nie myje, i nie powinnam się czesać na madonnę (mam kręcone włosy). Myślałam, że się rozpłacze. Oczywiście była ze mną babcia, która oczywiście wierzyła Pani doktor i powiedziała, że ona ma racje skoro się zna.

Włosy jak leciały tak leciały, a ja miałam stany depresyjne. Szukałam dużo informacji w sieci, ale nie wiedziałam jak odsiać fałsz od prawdy i czego tak naprawdę szukać. Cały czas w głowie  miałam symptomy niedoczynności tarczycy, ale nie chciałam wyjść na hipochondryczkę. Poszłam później do prywatnej Pani doktor - dermatolog, która ponoć była najlepsza w całym województwie.

Opowiedziałam swoją historie, powiedziałam, że ciężko zniosłam rozwód rodziców, ale to było jakieś 3 lata temu, więc nie brałam stresu pod uwagę. Pani doktor powiedziała bez badań, że nie wie dlaczego mi włosy wypadają i zaleciła mi miesięczną kurację za 600zł. Kiedy zapytałam się jej czy może być to spowodowane stresem powiedziała " może być". Zapytałam czy może być to od hormonów też stwierdziła, że "może być". Także wcisnęła mi przy okazji zabieg 3 minutowy z ciekłym azotem za 150zł. Już więcej nie poszłam do żadnego dermatologa.

Później w końcu uprosiłam moją Panią doktor o morfologie i tarczyce. Chociaż znowu byłam brana za histeryczkę. Objawy jakie mnie skłoniły o poproszenie o morfologie to; senność, szybkie tycie, pocenie się, zmęczenie, zły nastrój. Oczywiście okazało się, że miałam racje. Dostałam lek Euthyrox, który brałam pół roku. Po pół roku oczywiście nic się nie zmieniło jeśli chodzi o wypadanie, ale miałam nadzieje, że jak się tylko unormują hormony, to wszystko wróci do normy, więc byłam bardzo podekscytowana, że w końcu mój problem się rozwiązał.

Zrobiłam badania po 7 miesiącach i moje hormony tarczycowe były okay. Pomyślałam, więc że nie będę brała chemii jeśli wszystko jest w porządku. Włosy ratowałam Loxonem 2%, bo gdzieś też skojarzyłam, że mogę mieć łysienie androgenowe. Ale po Loxonie tylko więcej włosów mi wypadało więc odstawiłam. Coraz bardziej widziałam u siebie raczej objawy łysienia androgenowego niż tarczycy. Intuicyjnie traktowałam moje wypadanie jako łysienie androgenowe. Objawy jakie miałam to: senność, nieregularne miesiączki, długie cykle, nadmierne owłosienie (ale nie na głowie), trądzik, pocenie się, otyłość brzuszna, ból jajników, łakomstwo na słodkie.
Na studiach nauczyłam się umiejętności szukania informacji prawdziwych, które były potwierdzone naukowo na zagranicznych stronach. Zaczęłam szukać informacji dotyczących blokerów złego testosteronu. Znalazłam dużo informacji poświęconych wierzbownicy, palmie sabałowej, minodixilu, mięcie, dyni. Zaczęłam wszystko stosować  i od tamtej pory moje włosy wracały do dawnej gęstości. Oczywiście zajęło mi to całe studia (3 lata), ale widziałam u siebie znaczące efekty przy piciu jednego kubka wierzbownicy dziennie, plus masaże głowy, w sumie wszystko co pobudzało krążenie. Testosteron osłabia przepływ krwi w obrębie mieszka. Na studiach (kosmetologia) dowiedziałam się, że tak naprawdę naskórek jest tak silną barierą dla wszelkich substancji odżywczych, że albo coś musi mieć sporo alkoholu, albo musimy sobie zdzierać warstwę naskórka, żeby coś się do głębszych warstw dostało. W przypadku owłosionej skóry głowy żadne z tych rozwiązań nie wchodzi w grę na dłuższą metę. Dlatego też odstawiłam wcierki i postawiłam na sam masaż.

Pod koniec studiów poszłam do ginekologa, który zrobił mi USG jajników i jak się okazało co podejrzewałam wcześniej, mam książkowe PCOS. Nie zdziwiło mnie to, ale zdziwiło mojego ginekologa że nie chce brać na to hormonów. Może mogłabym brać, ale jestem bardzo niesystematyczna, więc wolę naturalne środki bez skutków ubocznych.

Zaczęłam ostatnio czytać o relacji niedoczynności tarczycy z PCOS i prolaktylemią i okazuję się że może to mieć związek z guzem przysadki (nie złośliwym) i tak też potwierdził mój nowy doktor, który specjalizuje się w chorobach tarczycy. Rozwiązania są dwa albo operacja mózgu gdzie wiadomo, że nie jest to rutynowy zabieg i gdzie guz może odrosnąć albo farmakoterapia. Na razie bardzo dobrze sobie radzę z symptomami PCOS i tarczycy więc nie robię nic w tym kierunku. Bardzo dużo daje też sama dieta. Dużo ludzi radzi sobie z PCOS niskokaloryczną dietą z ograniczeniem cukru i mięsa. Na dzień dzisiejszy włosy wypadają raz więcej raz mniej. Szczególnie widać to jak zacznę niezdrowo się odżywiać i odpuszczać zioła i zieloną herbatę. 


I taka to moja historia. Morał taki żeby zawsze słuchać swojej intuicji i chodzić do dobrych specjalistów. "


Arleta:

" Takie bum z wypadaniem było w 2013 roku. Wtedy był to skutek dość mocnego stresu bo utracenie bliskiej osoby w wypadku samochodowym. Dodatkowo wykryto wtedy u mnie chorobę tarczycy - Hashimoto. Dodając do siebie stres plus chora tarczyca mamy przyczynę wypadania włosów. Zaczęłam brać tabletki na tarczycę i problem powoli znikał, włosy wypadały coraz mniej. W 2015 roku, po porodzie pierwszego dziecka okazało się, że moja tarczyca się wyleczyła całkowicie! Włosy oczywiście zaczęły też bardziej wypadać po porodzie, ale często jest to normalne. Po jakimś czasie się unormowało i wypadało dosłownie tylko kilka włosków. W 2018 ponownie urodziłam, po porodzie też wypadały włosy ale nie jakoś mocno, po kilku miesiącach ponownie się unormowało. I teraz niecały rok temu zauważyłam, że z każdym tygodniem wypada ich coraz więcej, naprawdę byłam przerażona! Poszłam do lekarza rodzinnego, opisałam sytuację i zlecił badania. Mianowicie zawartość żelaza w tkankach. I to był strzał w 10tkę! Miałam dość sporo poniżej normy, lekarz przepisał żelazo i już pod koniec opakowania tabletek żelaza było widać że włosy dochodzą do siebie. Przez kilka miesięcy miałam spokój. I od jakiegoś 1,5 mies. znowu zauważyłam wzmożone wypadanie włosów. Myślę, że znowu mogą być to problemy z żelazem. Niestety nie jestem aktualnie tego zbadać. Jak tylko będę mogła od razu biegnę na badania i myślę, że to znowu brak żelaza w tkankach może być przyczyną. Braki żelaza pojawiły się u mnie tylko w tkankach. W krwi zawartość żelaza była w normie".
Anonim: "Wydaje mi się że wypadanie było spowodowane wymianą włosa. To był mój najgorszy czas, leciały miesiącami i nie chciało ustąpić. Innej przyczyny zdrowotnej nie było wszystko było okej jakby to nie ustąpiło to szukałabym winy w hormonach, ale później się wszystko unormowało. Oczywiście wypadają mi włosy, ale nie w takich dramatycznych ilościach. 

Konsultowałam to z dermatologiem, który okazał się wybawieniem na szczęście pierwszym i ostatnim miejmy nadzieję teraz jedynie co stosuje na wypadanie to wcierkę minovivax 2% widzę dużą różnicę. Stosuję już z ok 3-4 miesiące. Widzę poprawę w wyczesywanych włosach i duży wysyp baby hair. Możliwe że też przesadzałam z tym, ale wypadanie włosów to nic miłego. Okropny widok. Myślałam właśnie, że podłoże było gdzieś w chorobie.

Wcześniej był problem z łupieżem i to z takim że naprawdę był uciążliwy, ale przeszło po czasie samoistnie. Używałam szamponów specjalistycznych, ale to pewnie wiek dorastania więc już minęło. Aktualnie bym zapomniała mam atopowa skórę skłonna do plam itd. Ostatni czasy też mnie coś wysypało, przy skroni włosów, na linii ale również przechodzi a skutkiem była zmiana szamponu od którego na drugi dzień dostałam plam i wyglądały co najmniej jakby ktoś wypalił mi 3 czerwone placki. Stosuję teraz naprawdę delikatne szampony do skóry atopowej i widzę różnicę i z wypadaniem i z czerwoną skóra czy tam jakimiś plamkami + stosuje wcierkę i na razie zobaczymy jak to dalej będzie. "
Kinga: "Przeszłam wiele, najpierw z powodu problemów z hormonami, źle rozpoznanych, później z powodu leków na serce, aż w końcu problemy hormonalne stały się guzami złośliwymi z przerzutami i wreszcie pojawiła się odpowiedź dlaczego organizm nie działa jak należy, dlaczego tracę włosy, siłę. Korzystam z zabiegów mezoterapii, po których mam od razu karboksyterapię i to regularnie co tydzień, żeby poprawić kondycję skalpu i włosów." Karolina:
"Problem z wypadaniem włosów zaczął się kilka lat temu. Po brutalnej stracie mojego ukochanego zaczęły mi lecieć włosy garściami. Straciłam praktycznie połowę włosów. Każde mycie kończyło się dla mnie płaczem, zaczęły mi się robić zakola. Włosy były tak przerzedzone, że nie wiedziałam jak się czesać aby ukryć przerzedzoną głowę.
Wszyscy na około mi powtarzali, że to przejdzie, jak tylko wyjdę z depresji to umiarkuje mi się wypadanie spowodowane stresem.
Przez dwa lata próbowałam ratować się tabletkami na porost włosów, ale włosy jak wypadały tak wypadały. Oczywiście zrobiłam w między czasie badanie, które były całkowicie w normie.
Postawiłam na wcierki domowej roboty, jedyny który naprawdę zaczął mi hamować wypadanie włosów był to sok wyciskany z tartej świeżej czarnej rzepy. Włosy po miesiącu wypadały mniej, nawet zaczęły mi rosnąć małe włoski niestety bardzo słabe, ale i tak dla mnie było już to dużo, byłam pewna że wszytko się u mnie normuje i że problem z wypadaniem jest za mną.
Ale niestety...
Rok temu zauważyłam identyczny problem, włosy zaczęły lecieć od nowa. Byłam załamana... oczywiście wróciłam do stosowania mojej wcierki z rzepy w nadziei, że pomoże mi ponownie. Po trzech miesiącach nie zauważając zmiany skierowałam się do lekarza, który przepisał mi ponownie badania krwi. Okazało się ze mam niedoczynność tarczycy.
Jestem aktualnie na tabletkach, aby uregulować hormony, co do włosów jak na razie nie widzę żadnej większej zmiany, może nie wypadają mi garściami ale wypadają. Często robię wcierki, nakładam olej na włosy aby je wzmocnić, próbuje dbać o włosy mimo tego, że nie jestem w stanie przestać ich prostować. Teraz od tygodnia zaczęłam brać biotynę, słyszałam dużo dobrych opinii na temat brania tego suplementu, więc spróbuje może coś mi pomogą. Również przyjmę rady od was, bo czasami mam już dosyć... mimo wszystko nie tracę nadziei, że będę jeszcze cieszyć się gęstą czupryną ."
Monika:

"Ciężko określić kiedy zaczęły mi wypadać włosy. Traktowałam je bez żadnej świadomej pielęgnacji. W okresie okołogimnazjalnym jedynym problem jaki miałam z włosami było przetłuszczanie, więc codziennie były myte rypaczem. Były w miarę gęste i długie. 


Później było coraz gorszej, włosy się stopniowo przerzedzały. Natknęłam się wtedy na stare zdjęcia i przeżyłam szok że miałam kiedyś o wiele więcej włosów - nie widziałam tego, właśnie przez tą stopniowość przerzedzania. Byłam wtedy głupia i zła na cały świat, tym bardziej na włosy, więc zamiast o nie dbać to jeszcze bardziej je katowałam. W końcu poszłam do fryzjera i obcięłam włosy przed ucho, załamana tym jak wyglądam. Włosów miałam ze trzy razy mniej niż kiedyś.
Niestety mimo obcięcia włosy nadal wyglądały tragicznie, w pewnym momencie na głowie miałam trzy włosy ja krzyż, nawet ciężko to było nazwać włosami - po prostu zwisały takie smętne piórka.

Zaczęłam szukać pomocy. Poszłam do trychologa - niestety żałuję wydanych tam pieniędzy. Owszem było spojrzenie na skórę głowy, ale na pewno nie od specjalistycznej strony. Pani trycholog stwierdziła że mam łupież i zatkane mieszki włosowe więc dała mi wcierkę oczyszczająca i szampon. (Tzn ja kupiłam, ile tam kasy zostawiłam nie pytajcie, żałuję każdej złotówki, ale byłam zdesperowana).
Jakiś czas po trychologu poszłam do dermatologa. Pani przepisała mi wcierki (minovivax, alpicort) które chyba trochę pomogły. Teraz używam ich już sporadycznie, zresztą od początku miałam problem z systematycznością jeśli chodzi o wcieranie. Badania krwi (w tym hormony tarczycy) na tamten czas były okej, co mnie martwiło bo nie mogłam znaleźć przyczyny. Gdyby wyszło coś nie tak, byłoby wiadomo dlaczego włosy lecą i jak to eliminować.

W głównej mierze włosy przestały mi tak wypadać dzięki świadomej pielęgnacji, wyeliminowaniu złych szamponów. Polecam sprawdzić czy nie jesteście uczulone na CB.
Nadal walczę z wypadaniem,ale dzięki myciu włosów rzadziej, stosowaniu metod CG i OMO, unikaniu częstego czesania, włosy już tak nie wypadają. O właśnie, nie napisałam o najważniejszym: przez długi czas wyniki były okej. Badałam specjalnie hormony tarczycy bo mam w rodzinie choroby tarczycy. Ale nic. Można powiedzieć że niedoczynność pojawiła się nagle, mimo że włosy wypadały już wcześniej. W przeciągu kilku miesięcy z wyników w normie skoczyłam w niedoczynność i biorę leki. Mam wrażenie że jest lepiej. Także polecam regularnie badać tarczycę bo może być okej i nagle cyk okazuje się że jednak musisz się leczyć."

Patrycja:



"Skąd Ja to znam...
Najpierw u lekarza rodzinnego zgłaszałam problem - wysłał mnie na badanie krwi pod kątem hormonów tarczycy i żelaza. Wszystko w normie.

Potem odesłał mnie do stomatologa, żeby sprawdzić, czy psujące się zęby nie są przyczyną. Zęby zdrowe i systematycznie leczone.

Potem do ginekologa - wszystko w normie.

W końcu rozłożył ręce i stwierdził, że to stres. Potem był dermatolog i specyfiki zalecane przez niego (na swędzące krostki na skórze głowy i na wypadanie). Z własnej kieszeni zrobiłam rozszerzone badania hormonów i poszłam z tym do trychologa, który stwierdził, że to wygląda jak łysienie androgenowe, ale hormony mam przecież w normie...

Wszyscy rozkładali ręce, a problem nie ustępował. Wszyscy stwierdzili, że to przez stres. Aż w końcu sama w to uwierzyłam...
Generalnie potencjalnych przyczyn widziałam wiele. Jakieś 8 lat temu przeżyłam bardzo stresująca sytuację, a podobno stres wpływa na wygląd mieszków włosowych, przyspieszając ich starzenie się i co za tym idzie wypadanie. Z problemem borykam się od około 2015 roku. Do tego dochodził stres ze studiów, chemia wokół mnie (dosłownie, bo studiowałam na wydziale chemicznym) i zaniedbana dieta.
Teraz staram się zdrowo odżywiać, wysypać, nie stresować. Używam wcierek i zmieniłam szampony na łagodniejsze. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Raz mam wysyp baby hair, a czasem jakby przestój. Choć włosy rosną bardzo szybko zaraz po obcięciu u fryzjera."

Martyna:



"Zaczęło się od podrażnionej skóry głowy po farbowaniu (reakcja alergiczna), później pojawiło się przesuszenie, które zlekceważyłam myśląc że samo przejdzie. W końcu skóra głowy była tak mocno przesuszona, że aż bolała i doszło jeszcze do tego zapalenie mieszków włosowych. Ogólnie zrobił mi się straszny stan zapalny skóry głowy, a włosy wypadały tak, że po jednym myciu odpływ w wannie się zatykał.

Poszłam do trychologa, który zbadał skórę pod powiększeniem i to był dramat. Tak czy inaczej przepisano mi pillingi, odkażanie olejkiem herbacianym i myślę, że najbardziej pomógł mi właśnie pilling, cerkogel a później glutek z siemienia lnianego i rozwadnianie szamponów /mycie odżywką.
Byłam z tym też u dermatologa to stwierdził, że nie widzi nic niepokojącego i przepisał mi szampon na łupież, drugi dermatolog tak samo."

Asia:

"Mam włosy falowane. Zauważyłam wzmożone wypadanie włosów ok. roku temu. To było straszne. Straciłam może 3/4 swoich włosów. Nie wiedziałam co jest nie tak. Myślałam, że to stres, przesilenie jesienne, pogoda. Poszłam do kilku specjalistów. Każdy twierdził coś innego.

Okazało się, że to jest choroba skóry głowy - łojotokowe zapalenie skóry głowy. Przy większych nasileniach stresu, skóra zaczyna się bardziej łuszczyć, nie oddycha i włosy wypadają. W życiu nie domyśliłabym się, bo wszystko było w porządku. Zauważyłam, że włosy wypadają mi w trochę większej ilości przy myciu, a później podczas mycia zaczęłam je wyciągać pasmami. Bałam się ich dotknąć. Bałam się umyć włosy. Bez mycia pozostawałam tak długo, jak było to możliwe.

Dermatolog, która zdiagnozowała u mnie ten problem powiedziała, że można to podleczyć. Dostałam wcierkę ze sterydami i piankę na większe ogniska zapalenia i suplementy diety. Przyjmowałam gelacet (polecam) i vitapil. Niektórzy dermatolodzy wolą to. Suplementacja, wcierka przez ileś dni. Wszystko na receptę. Po moich przygodach, proszę mi uwierzyć, że dermatolodzy nie są jacyś dobrzy, są znikomo przeszkoleni. Dermatolog, która mi pomogła potraktowała mój problem zdawkowo tzn. zajęła się leczeniem skóry głowy niż samym wypadaniem. Zignorowała to. A jest to straszne, bo my kobiety chcemy o te włosy zadbać.
Częsta zmiana kosmetyków u mnie. To powoduje u mnie wypadanie. Dbam o nie świadomie 8-9 miesięcy i wypróbowałam wiele produktów. Niektóre mi nie służą. Po zmianie i użyciu włosy i skóra nie reagowały na to dobrze."
POZOSTAŁE KRÓTKIE HISTORIE

Karina:
"Ja w tym momencie straciłam połowę włosów. Nałożyły się dwie przyczyny - w sierpniu urodziłam drugie dziecko, a w grudniu złamałam nogę co wiązało się z dużym stresem i narkozą. Codzienne zbieram kłębek włosów. Od dwóch miesięcy w ruch poszły wcierki (jantar, który nie zrobił mi nic, obecnie medikomed i powoli pojawiają się bejbiki). Od wczoraj biorę vitapil mama, od jutra wchodzi pokrzywa do picia, oraz natka pietruszki do wszystkiego. Po wypłacie zamawiam ze dwie, trzy różne wcierki u Agnieszki i będę dalej działać."


Ada:


"Ja z powodu przewlekłego stresu straciłam 3/4 swoich włosów Niestety przez sytuacje życiową nawet nie zauważyłam kiedy to się stało. Dopiero ok 2 lat temu jak zobaczyłam na zdjęciu swój profil głowy, gdzie były mega przeswity się załamałam.

Brałam Revalid przez 3 miesiące i kuracje Vichy dwukrotnie. Cudów oczywiście nie było ale chociaż mniej wypadały. Dopiero od pół roku wciągnęłam się przez Agnieszke Niedziałek, którą przez przypadek zobaczyłam na Youtube. Zaczęłam świadomą pielęgnację Przynajmniej się staram.Wcierki to dla mnie świętość i odkrycie życia. Włosy w końcu zaczynają jako tako wyglądać, nie łamią się (wcześniej całe pościel po nocy była w moich włosach). I przede wszystkim mam baby hair Wiadomo, że nie spodziewam się powrotu gęstej czupryny ale jest nadzieja, że nie będę łysa."


Magda:


"Ja mam z natury proste włosy ale również mam problem z włosami, którego nie do końca rozumiem, może któraś miała lub ma coś podobnego?
 Miałyście gęstą bujną czuprynę od dziecka, a w raz w wiekiem włosy na całej długości się przerzedziły, chodzi mi o ilość włosów na długości (a nie grubość)? Z gęstych włosów, w dużej ilości została mi 1/2, może nawet 1/3 tego, co miałam.

Włosy nie są suche, pokruszone, wręcz odwrotnie niskopory, są gładkie i lśniące w dotyku). Z kolei na całej głowie mam wysyp baby hair, dosłownie na czubku głowy, karku, po bokach- wychodzą z tych włosów długich i tak już 3 lata może sytuacja wygląda i wciąż ilość włosów ta sama, nie jestem pewna czy te bejbiki w ogóle rosną dalej (nie widzę różnicy na przestrzeni lat).

Im dłuższe się robią, tym na długości coraz więcej prześwitów? 7 lat temu miałam silny wypadek, 7 razy pod narkozą i operacje ale ciągle stosowałam świadomą pielęgnacje, dieta w porządku, hormony wyleczone a problem jak był tak jest- stres był i jest i tego nie uniknę, ale dziwne jest to, że mam taki wysyp babyhair ale na długości ciągle to samo (mimo dobrej, dopasowanej pielęgnacji)."


Anna:

"Witam. Włosy zaczęły mi się przerzedzać 2-3 lata temu. Zawsze były cienkie. Badania wyszły w normie. Powodem był stres. Stosuję wcierke Minovivax 5% (jest na receptę) i to pomaga. Jest dużo baby hair i nie ma już takich prześwitów.'

Michalina:

"Cześć dziewczyny. Ja również zmagam się z wypadaniem włosów już od ponad 10 lat. Nierównowaga hormonalna, hashimoto. To, co ja zauważyłam, to to ze przy stosowaniu porad CG, głownie chodzi o stylizatory, moje włosy wypadają znacznie bardziej, dlatego sporadycznie je definiuję. Myślę, że przy codziennej stylizacji po miesiącu zostałabym z połowa włosów, które teraz mam. "

Anna:

"U mnie około roku po ciąży, włosy najpierw zaczęły wypadać po mału a później mogłam wyciągać sobie z głowy je garściami, do tego 30 kg w plusie. Po wielu lekarzach i bardzo długo trwała moja tułaczka, aż wreszcie trafiłam na człowieka, który od razu postawił bezbłędną diagnozę. Zlecił odpowiednie badania i pokierował do dalszych specjalistów. I tak okazało się, że walczę z niedoczynnością tarczycy Hashimoto (moja tarczyca jest wielkości jak u 3 letniego dziecka), insulinooporność, alergie wziewne, zespół jelita drażliwego i masę nietolerancji. Niestety codziennie łykam garść leków (Letrox, Metformax, Clatra, Asmenol i inne) ale efekty są, włosy wypadają ale myślę, że taka ilość jest jak najbardziej normalna. Od kilku miesięcy staram się bardzo stosować świadomą pielęgnację i jakże byłam szczęśliwa gdy moja fryzjerka mnie pochwaliła. I czuje wreszcie, że odzyskuje moje włosy."



Co łączy wszystkie te historie?
Łączy je więcej niż może się wydawać. Zauważcie ile jest przyczyn! Niedoczynność tarczycy, zła dieta, łysienie na tle hormonalnym, PCOS, stres, nieodpowiednia pielęgnacja, uczulenie na poszczególne składniki... i wiele innych. Do tego niekompetencja specjalistów (w większości przypadków). Odsyłanie do innych specjalistów wydaje się być znajome, prawda? Niech rękę podniesie ten, kto się z tym nie spotkał i już na pierwszej wizycie wiedział, że coś jest nie tak.

Oczywiście, nie mówię że wszyscy specjaliści są niekompetentni, bo zdarzają się przypadki cudownych ludzi. Jednak większość wizyt kończy się podobnie... "Ma Pani gęste włosy, czego Pani chce!", "Ja się na tym nie znam". "Pani/Pana wyniki są w normie, po co szukać głębiej?". "Wymyśla Pan/Pani"... i tym podobne. Koniec końców krążymy po gabinetach przez wiele lat, wydając swoje ciężko zarobione pieniądze na rozpoznanie problemu. Tego czasu, pieniędzy i zdrowia już utraconego nikt nam nie zwróci. Nieleczony problem może nieść za sobą poważne konsekwencje, dlatego warto szukać do upadłego! Nigdy nie lekceważcie problemu wypadania włosów. 

Jasne, część takich przypadków nie zwiastuje niczego poważnego. Jednak większość z nich już świadczy o poważnym problemie naszych organizmów. Zobaczcie tylko ile jest niezdiagnozowanych przypadków. Ile osób dalej walczy z wypadaniem włosów, ile wciąż szuka przyczyny.

Swoją pomoc dostałam dopiero po 4 latach biegania między gabinetami! Nie podważam kompetencji moich lekarzy/specjalistów prowadzących, ale skąd mogę mieć 100% pewność, że teraz trafiliśmy w dziesiątkę? Mogę. Moja aktualna potencjalna przyczyna jest najbardziej prawdopodobna ze wszystkich jakie kiedykolwiek usłyszałam. 

Analiza, analiza i jeszcze raz nieugiętość. Niestety teraz tylko takie zachowanie może nam pomóc i nas uratować. Wierzę w to, że problem wypadania włosów z czasem przestanie być lekceważony przez społeczeństwo. Przez Was i specjalistów. Wypadanie to tylko jeden ze znaków, że coś niedobrego się z nami dzieje. Wierzę w to, że gdy tylko stwierdzicie, że włosy wypadają Wam w wzmożonej ilości szybko coś z tym zrobicie. Tak samo jak idziecie do dentysty z bolącym zębem. Działacie od razu, prawda?

Tak samo trzeba zrobić i w tej kwestii. Badania, wizyty u specjalistów aż do skutku! Nie chodzi już o same włosy, tylko o Wasze cenne zdrowie.

Dziękuję za uwagę. Dla wszystkich wielkie podziękowania i życzenia zdrowia oraz wytrwałości!

Buziaki! 

WIZYTA U TRYCHOLOGA - TRYCHOLOG AGATA SUSKA, HAIR&SKIN THERAPY

Hej!

Minęło sporo czasu od mojej wizyty u trychologa, już ponad miesiąc. Post przedłużył się w czasie z wielu względów, niemniej w końcu jest! :) Za zgodą Agaty Suska, w poście udostępniam zdjęcia z wizyty (z kamerki trichoskopowej).

Uprzedzając pytania, na wizytę udałam się prywatnie, zapłaciłam za nią. Nie jest to forma reklamy ani promocji. Przedstawiam Wam swoje wrażenia, jakich zaznałam. :)
Z problemem wypadania włosów zmagam się już kilka ładnych lat. Kto jest ze mną od początku ten doskonale wie, jakie katusze przeszłam, żeby znaleźć przyczynę. Dla nowych z Was, wszystko znajdziecie w poście: "Mój problem z wypadaniem włosów - PRZYCZYNA, LECZENIE, POSTĘPY.", gdzie wszystko jest opisane i podlinkowane.

Z wielu względów postanowiłam zmienić trychologa. Akurat miałam okazję i trafiłam do Warszawy, gdzie udałam się do Agaty Susks. Od początku swojego istnienia w sieci jako CURLYCLAUDIE, bacznie obserwuję poczynania Agaty jako trychologa. Od samego początku byłam zachwycona jej wiedzą, którą dzieliła się publicznie. Pozytywne opinie jeszcze bardziej pchnęły mnie "w jej ręce". Do rzeczy!

Jeszcze przed wizytą miałam z Agatą dobry kontakt, tj. opisałam swoją historię od początku do końca. Wysłałam wyniki badań oraz wykonałam kolejne, które mi podpowiedziała przed przyjazdem. Początkowo miałyśmy "spotkać się" online, ale stanęłam na głowie żeby dojechać do Warszawy niemal z drugiego końca Polski. Złożyło się tak, że na wizytę udałam się z kompletem badań i zaczęło się!

Pierwsze wrażenie (przed wywiadem i rozpoczęciem wizyty): czysty i bardzo przytulny gabinet. Niesamowity klimat, tak żeby pacjent poczuł się swobodnie. Tak też było. Mimo kilkunastu godzin na nogach byłam w stanie się odprężyć.

Wizytę rozpoczęłyśmy wywiadem. Padły pytania o wiele kwestii (leki, choroby, stres, sposób odżywiania, alergie itp.). Okazałam aktualne wyniki badań (mimo, że wcześniej przesłałam wszystkie drogą mailową). Na temat zdrowia wewnętrznego rozmawiałyśmy chwilę, po czym Agata przeszła do badania skóry głowy. Może napiszę Wam co zostało zbadane. :)

» napięcie skóry głowy - czynność polegała na delikatnym przesuwaniu skóry głowy, aby sprawdzić jak bardzo jest napięta. Z tą czynnością spotkałam się po raz pierwszy! Poprzedni trycholodzy tego nie robili.;
» test pociągania - czy przy przeczesaniu włosów rękami, jakiekolwiek na nich zostają. U mnie oczywiście zostają, czyli takowy test wyszedł DODATNI.;
» ocena skóry głowy - normalna, sucha czy tłusta, wrażliwa czy podrażniona.;
» keratynizacja naskórka - inaczej rogowacenie o ile dobrze zrozumiałam i później jeszcze raz doczytałam.;
» miniaturyzacja mieszków włosowych;
» puste mieszki włosowe;
» zespoły mieszkowe - ile włosków wyrasta z danego mieszka włosowego;
» łodyga włosa;
» największy ubytek włosów - chodzi głównie o miejsce na głowie;
Na podstawie powyższych, było wiadomo czy i jaki mam problem. Nie ma aż takiej tragedii jeśli chodzi o stan mojej skóry głowy. Ukrwienie jest, mieszków pustych niemal brak, bez problemów skórnych. Otrzymałam wskazówki pielęgnacyjne, tj. jak często i jaki peeling dla mojej skóry głowy, jaki szampon (Agata zwróciła uwagę na pH moich aktualnych szamponów!). Z tym też spotkałam się po raz pierwszy.
(widoczne ukrwienie skóry głowy)
Nasza wizyta trwała ok. 45 minut. Krótki wywiad oraz badanie, ale to nie koniec, jak niektórym może się wydawać! Po kilku dniach otrzymałam na maila pełne zalecenia. I tu mi szczęka opadła (w pozytywnym sensie!).

W zaleceniach pojawiło się wszystko, tj.

» zalecenia dot. pielęgnacji skóry głowy (to co usłyszałam już w gabinecie);
» zalecenia dot. suplementacji (dobranej INDYWIDUALNIE do mojego problemu);
» konkretny wykaz suplementów polecanych przez Agatę, odpowiednia dla mnie dawka na dzień;
» zalecenia wykonania kolejnych badań na następną wizytę (część jest do skontrolowania po czasie brania suplementów);
» podstawy diety dla zdrowej skóry i włosów (to co powinnam wyrzucić i to co włączyć do codziennej diety);
» rozpiska w czym znajdę konkretne witaminy i minerały;
» informacje dodatkowe, np. w moim przypadku metody walki ze stresem;
» NA KONIEC prawdopodobne przyczyny wypadania włosów w moim przypadku;

I tu rozwieję Waszą ciekawość. Najprawdopodobniejszą przyczyną i moim problemem jest problem z jelitami. O tym zaczęłam myśleć już jakiś czas przed wizytą, a ta tylko potwierdziła moje przypuszczenia. Mój organizm ma problem z wchłanianiem wszystkiego co dobre. Podejrzenie padło na: SIBO, przerost Candidy. Tym samym otrzymałam listę dietetyków klinicznych polecanych przez Agatę pod mój problem. Na wizytę już się umówiłam, 24 czerwca trzymajcie kciuki! :)

Kolejnym problem są hormony. Androstendion, testosteron i prolaktyna. Problem z gospodarką cukrową lub tarczyca. O tym przekonamy się na 100%, gdy tylko wykonam odpowiednie badania krwi. W razie potrzeby będę poszukiwała NAJLEPSZEGO endokrynologa w Polsce! Macie kogoś? ;)
Tym razem nie będę dzieliła się z Wami swoją aktualną suplementacją, ponieważ została ona dobrana pod mój problem i nie chciałabym aby ktoś się tym zasugerował, jeśli chodzi o jego osobę.

Podsumowując: z wizyty u Agaty Suska jestem zadowolona w 100%! Do każdego pacjenta podchodzi indywidualnie i z pełnym zaangażowaniem. Moim zdaniem wiedza Agaty jest nieoceniona! W końcu ktoś spojrzał na mój problem specjalistycznym okiem i naprawdę doradził. Teraz podejmuję dalsze kroki, aby zadbać o włosy, ale przede wszystkim o siebie! Psychicznie czuję się dużo lepiej. Poczułam, że da się coś z tym zrobić, a Agata mi w tym pomogła! W określonym czasie znów się spotkamy i będziemy działały dalej! :) Polecam Wam z całego serducha! Jeśli ktoś podobnie jak ja tylko bujał się od specjalisty do specjalisty i nic z tego nie wynikło, warto odwiedzić Gabinet Trychologiczny Agaty Suska. Gwarantuję, że nie pożałujecie.

Aktualnie mija prawie miesiąc od rozpoczęcia suplementacji oraz wdrożenia zaleceń. We włosach nie widzę jeszcze różnicy, bo na to potrzeba ok. 3 miesięcy. Zauważyłam różnicę w swoim zachowaniu i organizmie. Jestem bardziej wyciszona, nie stresuję się już aż tak swoim problemem. Podejrzewam, że podejście Agaty bardzo mi w tym pomogło. Zamiast się denerwować i lamentować - działam! Wiem co mam robić i robię to konsekwentnie.

Jeśli chodzi o organizm, rzadziej chodzę zmęczona i przytłoczona. Nie wiem, czy wypłynęła na to sama suplementacja, czy również moja podświadomość się uspokoiła. Nie ciągnie mnie do słodkiego (po wprowadzeniu koktajli owocowo-warzywnych). A miałam z tym spory kłopot, który tylko działał negatywnie na mój problem. Częściej jestem wypoczęta, nawet jeśli chodzę spać o późnej dla mnie porze.
(zobaczyłyśmy nawet stan końcówek kilku włosów!)
Dzięki wizycie nauczyłam się pić odpowiednią ilość wody dziennie! Kiedyś mogłam przeżyć dzień wypijając dwie szklanki płynu. Najczęściej słodzonego. Podczas przymusowej kwarantanny po powrocie z urlopu, początkowo wciskałam sobie wodę na siłę, żeby się nauczyć po nią sięgać. Teraz nie mam z tym problemu! 1,5l wody dziennie to dla mnie pikuś! Również dzięki temu rzadziej sięgam po napoje słodzone. Przyszło mi to dosłownie z dnia na dzień. Wiadomo, jestem tylko człowiekiem, więc czasem się złamię, ale robię to już sporadycznie. :)

Trycholog Agata Suska ma też coś ciekawego dla Was! Coś, co pomoże Wam poznać przyczyny wypadania włosów, metody ich leczenia oraz odpowiednie zabiegi! W poniższym linku znajdziecie bezpłatnego EBOOKa na ten temat. Wystarczy zapisać się do newslettera. Ja już swój odebrałam! :)

https://www.agatasuska.pl/wypadanie-wlosow/

Kontakt z trycholog możecie nawiązać poprzez stronę gabinetu: 

https://www.agatasuska.pl/kontakt/

Tym miłym akcentem kończę swoje wypociny. Na bieżąco będę informowała o przebiegu leczenia, konsultacji z dietetykiem i innych.

Buziaki!

PS. Pytanie do mieszkających w UK! Dotyczy badań krwi. Jak to ogarnąć? Można je zrobić odpłatnie, czy jedynie ze skierowaniem od lekarza prowadzącego? Kilka będę musiała wykonać w najbliższym czasie, ale nie mam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Będę wdzięczna za podpowiedzi. 

THE MANE CHOICE, EXOTIC COOL-LAID, Luscious Lychee & Dragon Fruit Definition of Definition GEL-LO

Hej!

Pomału wygrzebuję się z zapasów kosmetyków, których narobiłam przez ostatnie miesiące. :D
Zapomniałam jakie niektóre z nich dają efekty, więc używam "na nowo", robię fotki i tym sposobem mam kilka recenzji!

THE MANE CHOICE, EXOTIC COOL-LAID, Luscious Lychee & Dragon Fruit Definition of Definition GEL-LO

Skład:

Water (Aqua), Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit Extract, Hylocereus Undatus (Dragonfruit) Fruit Extract, Hippophae Rhamnoides (Seaberry) Fruit Oil, Ascorbic Acid (Vitamin C), Biotin, Cholecalciferol (Vitamin D), Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Mentha Arvensis (Wild Mint) Leaf Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Retinyl Palmitate (Vitamin A), Serenoa Serrulata (Saw Palmetto) Fruit Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Urtica Dioica (Nettle) Extract, VP/VA Copolymer (polimer), Glycerin, Ethylhexylglycerin (Derived From Plants - konserwant), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Red 33 (CI 17200), Yellow 5 CI (19140), Aminomethyl Propanol (rehgulator pH), Fragrance (Parfum & Essential Oil Blend)

ZAPACH: słodki, owocowo-mandarynkowy.
KOLOR: różowy.
KONSYSTENCJA: zbita, galaretkowata.
CENA: 70 - 80 PLN.
POJEMNOŚĆ: 356ml.
OPAKOWANIE: solidny, plastikowy słój.
DOSTĘPNOŚĆ: strona producenta, zagraniczne strony z kosmetykami, np. www.kiyobeauty.com.
WYDAJNOŚĆ: bardzo wydajny.
ZGODNY Z CG: tak.

O składzie:

Humektantowo - emolientowy, bogaty w ekstrakty, działające odżywczo na włosy. 

Efekty i działanie: 

Po stylizatorze The Mane Choice Crystal Orchid Biotin Infused Styling Gel, zauroczyłam się w marce The Mane Choice! Postanowiłam przetestować ich kolejne produkty, również stylizujące. 

The Mane Choice Exotic Cool-Laid nieco różni się od poprzedniego żelu z biotyną. Jest bardziej zbity i treściwy, co przekłada się na jego wydajność i sklejenie loków. Mimo galaretkowatej konsystencji nie obciąża włosów ani nie skleja ich w mocno zbite strąki. Te oczywiście się pojawiają, ale są łatwe do odgniecenia, a po tej czynności włosy są zaskakująco miękkie i mięsiste, nawet spulchnione. 

Żelo-galaretka definiuje, podbija i utrwala skręt. Jak na żel jest bardzo lekki i spokojnie można go stosować w duecie z innymi stylizatorami. 
EXOTIC COOL-LAID, podobnie jak Crystal Orchid Biotin, nadaje nieziemskiej objętości włosom! Aktualnie moje włosy zrobiły się cienkie (wypadanie), więc jeśli chcę wyhodować lwią grzywę na głowie, sięgam właśnie po THE MANE CHOICE EXOTIC COOL-LAID. W moim przypadku żel świetnie współgrał z Kemonem Hair Manya Hi Density Curls. 
Należy jednak uważać przy myciu humektantowym. Jeśli takowe zrobiliście w danym momencie, połączcie żel The Mane Choice z emolientową odżywką b/s, ponieważ może pojawić się puszek. :)

EXOTIC COOL-LAID sprawdził się też świetnie jako reanimator! Mimo zbitej konsystencji pozostawił włosy lekkie, miękkie i zdefiniowane! Nie było widać, że są odświeżane.
Podsumowując, The Mane Choice Exotic Cool-Laid jest bardzo dobrym stylizatorem. Może nie jest to szał pał, jak w przypadku kilku moich poprzedników, ale zasługuje na równie wysoką ocenę. Z włosami robi same cudeńka. Jeszcze NIGDY nie miałam po nim BHD, a stosuję go dość często. :) Do tego wydajność i cena, myślę że warto zainwestować w COŚ pewnego, co starczy na długi czas.

To nie ostatni produkt The Mane Choice jaki mam w posiadaniu! Niebawem podzielę się z Wami kolejnymi recenzjami, a ty czasem zabieram się za post z relacją z wizyty u trychologa. Mamy przyczynę wypadania włosów!

Buziaki!

ECOSLAY, ORANGE MARMALADE CURL DEFINER

Hej!

Pod koniec zeszłego roku, nakupiłam kosmetyków jak szalona! Zdarza się to regularnie, raz na pół roku, kiedy do mojego koszyka ląduje kilka produktów, które od jakiegoś czasu mnie interesują. Najgorzej jest znaleźć czas na przetestowanie wszystkiego, ale małymi kroczkami poznaję nowości i dziś podzielę się z Wami swoim zdaniem na temat jednego z moich nowych ulubieńców!

ECOSLAY, ORANGE MARMALADE CURL DEFINER 

Skład:
FLAXSEED EXTRACTAGAVE NECTAR EXTRACTPECTIN (zagęszczacz)ALOE VERA JUICEMARSHMALLOW ROOT EXTRACT (wyciąg z korzenia prawoślazu)VITAMIN EXANTHAN GUM (substancja konsystencjotwórcza)OPTIPHEN PLUSSWEET ORANGE ESSENTIAL OIL;

ZAPACH:
KOLOR: biało - przeźroczysty.
KONSYSTENCJA: delikatny żel.
CENA: od 50 PLN (w zależności od pojemności i sklepu)
POJEMNOŚĆ: 237ml, 473ml, 946ml.
OPAKOWANIE: plastikowa butelka z pompką.
DOSTĘPNOŚĆ: zagraniczne strony z kosmetykami, www.loczek.pl;
WYDAJNOŚĆ: wydajny.
ZGODNY Z METODĄ CG: tak.
O składzie: 

Dla zwolenników kosmetyków naturalnych czy wegańskich, ECOSLAY ORANGE MARMALADE będzie dobrym produktem. Krótki, prosty skład, bez zbędnych ulepszaczy. Sam skład należy do mocno humektantowych, ze względu na ekstrakt z siemienia lnianego i sok z aloesu. Dzięki gumie ksantanowej naturalnie stylizuje i utrwala włosy.

Działanie i efekty: 

To, na co wszyscy czekają najbardziej! Pamiętam, gdy użyłam ECOSLAY ORANGE MARMALADE po raz pierwszy, w ciemno. Wykonałam wtedy mycie "na szybko", byle odświeżyć włosy, ale jednak coś przetestować. Pozytywnie się zaskoczyłam i zaraz pochwaliłam się efektami na Instagramie.

ECOSLAY pięknie zdefiniował moje loki. Kręciły się od samej nasady, skręt był równy i utrzymał się bardzo długo. Pojawiła się również objętość, która wtedy mnie zaskoczyła. Produktu nałożyłam niewiele, a na głowie nie pojawiło się miejsce gdzie mogłoby go zabraknąć.
Kolejne stylizacje z udziałem ORANGE MARMALADE wyglądały podobnie. Definicja, utrwalenie, objętość. Czy to solo, czy to w duecie, kremożel zawsze zdawał egzamin. Puszek pojawiał się w momencie, gdy w danym myciu pojawiło się zbyt dużo humektantów. Jak wspomniałam, ECOSLAY jest mocno humektantowy, dlatego warto łączyć go z emolientami przy stylizacji. Unikniecie puszku i "rozwalenia" się loków. U siebie odnotowałam TYLKO jedną stylizację, gdzie efekt mi się nie podobał. Z czymś przesadziłam albo o czymś zapomniałam. Pozostałe był równie spektakularne jak te ze zdjęć.

Krótko podsumowując, ECOSLAY, ORANGE MARMALADE jest naprawdę świetnym stylizatorem! Najważniejsze to pamiętać o zachowaniu równowagi PEH przy jego stosowaniu. Działaniem mocno przypomina glutka lnianego. Podobnie skleja włosy, ale nie do tego stopnia co glutek. Utrwala i definiuje loki, nie obciąża i nie przetłuszcza. Wystarczy niewielka ilość, aby móc cieszyć się GHD! Moim zdaniem sprawdzi się na każdym typie skrętu. Fale jak i loki mogą go pokochać.

Jego konsystencja jest lekko śliska, dobrze rozprowadza się na włosach. W żaden sposób się nie klei! Jest bardzo wydajny, bo już trzema pompkami dokładnie mogę wystylizować swoje włosy. Gdy będziecie łączyć go w duety, starczy na jeszcze dłużej.

Istnieje jeden minus produktu, podobnie jak przy glutku lnianym, jeśli nałożycie stylizatora ZA DUŻO, po odgnieceniu sucharków pojawi się biały pyłek na włosach. Nie jest to zauważalne, ale wiem że niektórych może irytować.

Jestem z niego baaardzo zadowolona! Stylizator, który naprawdę potrafi zdziałać cuda. Ląduje na mojej liście "KUPIĘ PONOWNIE". Dla tych bardziej samodzielnych kręconowłosych, skład jest bardzo prosty do odtworzenia, więc spokojnie możecie spróbować upichcić swoją wersję ECOSLAY! Sama jeszcze nie próbowałam, ale kto wie, może kiedyś. :)

Macie już swoje zdanie o ORANGE MARMALADE? 

Buziaki!

MÓJ PROBLEM Z WYPADANIEM WŁOSÓW - PRZYCZYNA, LECZENIE, POSTĘPY.

Hej!

Jakiś czas temu "miałam" ten post, ale problem wypadania włosów nie pozwał na opublikowanie go. To co tam opisałam diametralnie się zmieniło. Piszę teraz, zaktualizowałam kilka części, bo wiele się zmieniło. Zamiast tego wpisu miała pojawić się recenzja, ale jestem na tyle zdesperowana, że musiałam to wyrzucić i pokazać Wam z czym muszę się codziennie zmagać.
Ci co są ze mną od początku wiedzą co już przeszłam. Dla tych nowych spis postów, które opowiadają moją dotychczasową walkę. Polecam przeczytać, będziecie mieli wtedy wszystko dokładnie zobrazowane.

1. Mój problem z wypadaniem włosów.
2. Pierwsza wizyta u trychologa.
3. Konsultacja dermatologiczna. 
4. Wizyta u ginekologa. 
5. Druga wizyta u trychologa.
6. Konsultacja z internistą. 
7. Konsultacja z hematologiem.
8. Trzecia wizyta u trychologa.

Teraz do sedna!

Swoje opowiadanie zakończyłam na ostatniej wizycie u trychologa. Jako, że mój przypadek jest ciężki i prawdopodobnie rzadko spotykany, trycholog nie była w stanie pomóc mi w ciągu jednej godziny wizyty. Zakończyło się na zleceniu kolejnych badań krwi, zaleceniu odpowiednich suplementów i zgłoszeniu się z aktualnymi wynikami. Na kolejnej wizycie niestety się nie pojawiłam, ponieważ wyjechałam za granicę. Gdy byłam w Polsce nie mogłam złapać swojej trycholog w naszym mieście.

Po tamtej wizycie (koniec 2018r.) problem na chwilę ustąpił. Włosy się zagęściły, przestały wypadać w nadmiernej ilości, wszystko szło w dobrym kierunku. Prawdopodobnie dlatego, że "załatwiłam" sobie preparat żelaza, który podniósł moją ferrytynę do ok. 43. Przy tym poziomie włosy przestają wypadać. Do tego stosowałam się do zaleceń trycholog odnośnie witamin i pożywienia.
Wszystko zaczęło się na nowo około czerwca/lipca 2019r. po moim powrocie z urlopu. Nie używałam wtedy nowych kosmetyków (poza szamponem Petal Fresh), wciąż przyjmowałam suplementy w odpowiedniej dla mnie dawce. Na mojej drodze pojawił się jedynie stres. Trochę związany z mieszkaniem za granicą, trochę z moich własnych rozmyślań. Przejmowałam się nawet najmniejszą pierdołą. Grafikiem w pracy, pogodą i ponownym wypadaniem włosów. Doszło do tego, że nie mogłam nic przełknąć przez kilka dni pod rząd. Nie sądzę jednak, żeby był to stres na tyle dla mnie silny, że spowodował wypadanie.

Jest coś innego. Przez pierwsze kilka miesięcy w Walii straciłam na wadze ok. 11/12 kg. Stało się to tak szybko, jakby z dnia na dzień. To mogłoby mieć większy wpływ na nasilenie wypadania... Tak czy inaczej tutaj nie mam swojego specjalisty, do którego mogłabym się udać. Nikt mi tego nie potwierdzi.
Będąc w Polsce w grudniu 2019r. wykonałam kolejne badania krwi. Problem ten sam co wcześniej: ŻELAZO PONAD NORMĘ A FERRYTYNA NA WYKOŃCZENIU. Ponownie spadła do 21, tak jak na starcie. Do tego zawyżone badanie TIBC, ale to może być wytłumaczalne antykoncepcją horomonalną. Zmieniłam ginekologa. Poszłam do "nowego" skarżąc się na nawracające infekcje. Tutaj doktor otworzył mi oczy na coś zupełnie innego... KANDYDOZA. Moje infekcje nie musiały być spowodowane czynnikami zewnętrznymi, ale wewnętrznymi! Wszystko poszło od żołądka. To miałoby sens, ponieważ infekcje jamy ustnej (wszystkim znane afty) również nawracają mi regularnie co jakiś czas. Tylko pojawia się jeden problem... z podobnymi zjawiskami zmagam się od początku mojej historii z wypadaniem, czyli od jakiś 4 lat! I nikt, żaden z lekarzy "specjalistów" tego nie odkrył?! Na każdą wizytę chodziłam z teką, TEKĄ pełną kartek z wynikami badań! W każdym razie... otrzymałam zakaz spożywania drożdży i wszystkiego w czym się znajdują. Pa pa chlebku! Otrzymałam od ginekologa lek - Mycosyst, który ma pomóc.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym znów nie przeszperała całego internetu w celu znalezienia wskazówek. I doczytałam się... moje problemy z badaniami krwi, z wypadającymi włosami, stanami lękowymi, bólami żołądka po spożyciu pół butelki piwa, czy zjedzeniu kilku kromek chleba, jak najbardziej mogą być spowodowane pasożytem w żołądku. Tym bardziej problem z wchłananiem żelaza, stąd niski poziom ferrytyny. Co mnie teraz czeka? Kolejne badania w marcu. Teraz zbadam wszystko na raz. Choćbym miała wydać dwumiesięczną pensję w ciągu jednego dnia, zrobię to! Na moment bieżący PONOWNIE straciłam 1/2 włosów. Najbardziej widać to przy skroniach i nad karkiem. Włosy mam już tak przerzedzone, że z objętością nawet się nie widujemy. Od razu po umyciu jest przyklap. Łysych placków jeszcze nie mam, ale mogę zaobserwować znacznie szersze przedziałki, gdy przełożę włosy.
Włosy są wszędzie... na poduszce, na podłodze, w praniu, w jedzeniu, dosłownie WSZĘDZIE! Za każdym razem, gdy przejadę ręką po włosach, coś na niej zostaje. Ograniczyłam się teraz do minimalnych myć (szampon i maska na kilka minut). Stylizacja bez wymysłów, byle coś nałożyć i szybko wysuszyć. Nie kiszę włosów pod czepkiem i czapką. Zrezygnowałam nawet z wcierki Banfi z łopianem w obawie, że ona też nasiliła moje wypadanie. Dlaczego? Bo zawiera alkohol, a wcześniej stosowałam wcierki na bazie wody.

Jak już wspomniałam, w marcu będę w Polsce. Badania mam już rozpisane. Wizyty u ginekologa i trychologa muszę dopiero zaklepać. Problem z wypadaniem dalej mi towarzyszy. Szczerze, nie boję się już tego, że wyłysieję, ale tego że nabawię się jeszcze gorszych problemów zdrowotnych. Naprawdę zaczęłam się bać. Ileż można? Tyle czasu i pieniędzy ile już zmarnowałam nie jest warte tych wszystkich pseudo specjalistów i podatków. Jak specjaliści z różnych dziedzin mogą powiedzieć, że taka moja uroda albo że mam dużo włosów i mam nie wydziwiać? Coś się dzieje i ja to widzę, bo nigdy tak nie miałam. Gdy organizm napotyka problem, daje nam o tym znać, a wypadanie włosów jest najczęstszym czerwonym światłem "Ej Ty tam! Coś jest nie tak, weź się zainteresuj!".

Odpowiadając na Wasze pytania: Nie, w 100% nie znam przyczyny wypadania włosów. Są jedynie domysły. Nie zakopałam problemu 5 metrów pod ziemią. Ta zmora wraca, jak najgorszy koszmar, po którym budzicie się spoceni i ciężko Wam dojść do siebie.

Aktualnie znów powróciłam do witamin, które kiedyś mi pomogły. Są to:

» wit. B12 metylokobalamina;
» wit. D3;
» wit. C Acerola;

Ponadto stosuję regularny peeling skóry głowy, nie przetrzymuję włosów pod czepkiem, mycie oczyszczające stosuję co 3 mycia.

Mam nadzieję, że przetrzymam tym włosy do marca i udam się na konsultację. Ale teraz nie odpuszczę. Dopóki badania, lekarz oraz trycholog nie podbiją oficjalnej przyczyny i nie powiedzą co robić, żeby tę kupę shitu zagrzebać, będę męczyć.

Moim marzeniem jest znaleźć wśród Was choć jedną osobę z podobnym problemem! Taką, której specjaliści pomogli i wyszła "na prostą". Przyjmę każdą poradę od takiej dobrej duszy.

Kilka Waszych pytań i odpowiedzi z ankiety Instagrama.

"Polecasz jakieś wcierki albo tabletki na wypadanie włosów?"
Na wypadanie nie. Jeśli problem leży głębiej, "zwyklakami" go nie powstrzymasz. Możesz jedynie wzmocnić włosy. Sprawdzą się tu witaminy, które wyżej wymieniłam. Z wcierek raczej te na bazie wody, np. Sattva Ayurveda by Agnieszka Niedziałek lub Joanna wcierka konopna.

"Po czym mogą wypadać włosy? Jest na to jakiś sposób? Jak zmniejszyć wypadanie?" 

Wypadać mogą po wszystkim i w każdej chwili. Zaczynając od zwykłego przesilenia jesiennego/wiosennego, szkodliwych substancji w kosmetykach, poprzez brak witamin, stres, kończąc na zaburzeniach hormonalnych, zaburzeniach immunologicznych. Sposób jest, znaleźć przyczynę i ją zniwelować. Podobnie zmniejszysz wypadanie. Musisz wiedzieć co je spowodowało.

W poście "Wypadające włosy - co robić?" więcej przyczyn wypadania włosów.

"Czy po epizodzie nadmiernego wypadania da się odzyskać objętość sprzed wypadania?"

Uważam, że się da. Ponownie powiem, dobrze jest znaleźć przyczynę i podjąć odpowiednie kroki, żeby się jej pozbyć. W zagęszczeniu pomogą odpowiednie witaminy i wcierki pobudzające porost włosów (tych istniejących, jak i nowych tzw. baby hair).

"Kiedy zauważyłaś, że jest to poważny problem, a nie zwykły przejściowy stan zdrowia?"

Zauważyłam to w momencie, gdy włosy zaczęły mi się znacznie przerzedzać, a w wynikach badań dostrzegłam koszmarny bałagan. Tu niedobory, tam nadwyżki.

"Co polecisz na wypadanie włosów i czego unikać w składzie INCI?"

Jak powyżej. Polecam dokładnie się zastanowić DLACZEGO tak się dzieje. Zastosować witaminy i wcierki na wzmocnienie, ale tylko krótkotrwale. Czego unikać? Cocoamidopropyl Betaine w szamponach, Itchy m's, silikonów nakładanych na skórę głowy, substancji które uczuliły Cię w jakiś sposób do tej pory.

"Jakich wcierek używać? Czy z kozieradki pomaga?"

Z wcierkami jest tak, jak z kosmetykami. Musisz znaleźć tę idealną dla siebie. Jednym lepiej służy na bazie wody, drugim na bazie alkoholu. Wcierka z kozieradki działa. Jest tania i łatwa w przygotowaniu, jednak potwornie śmierdzi rosołem. Zapach utrzymuje się bardzo długo i przechodzi na ubrania.

To nie koniec. Problem wciąż jest, walka wciąż trwa, postów będzie więcej. Chcę Wam uświadomić, że wypadania włosów nie należy lekceważyć. Jeśli tylko zauważycie niepokojące Was zmiany działajcie natychmiast. Tyle na dziś. Udanego weekendu! 

PS. Osoby z podobnym problemem zapraszam na swoją grupę wsparcia na Facebook'u Wypadanie włosów - przyczyny, zapobieganie, sprawdzone sposoby.

PS. 2 Prawdopodobnie podepnę ten post do tego, który pojawił się na samym początku problemu. Tak, aby wszystko było w jednym miejscu.